21 marca w Sądzie Rejonowym w Radzyniu Podlaskim, po blisko dwóch latach od pierwszej rozprawy, zapadł wyrok w sprawie Joanny K., byłej dyrektorki Szkoły Podstawowej w Sobolach. Prokuratura postawiła jej łącznie dwanaście zarzutów, w tym zarzut korupcji, znęcania się nad podwładnym, stosowania gróźb karalnych. Sąd w Radzyniu skazał ją na dwa lata pozbawienia wolności.

 

Joanną K. prokuratura zainteresowała się w lutym 2015 roku. Wtedy to dzięki doniesieniu, jakie zdecydowała się złożyć jedna z pracownic szkoły i dzięki publikacji w Słowie Podlasia na światło dzienne wyszły przestępstwa, których dopuściła się była dyrektorka. Pracownicy, którzy do tej pory zastraszeni zachowywali milczenie, zdecydowali się mówić. Posypały się doniesienia – o zmuszaniu pracowników do brania pożyczek dla pani dyrektor, która obiecywała, że pożyczki będzie spłacać, a finalnie pozostawiała pracowników samych z zadłużeniem w bankach. O fałszowaniu zaświadczeń o dochodach pracowników, aby mogli zadłużać się dla p. dyrektor, o uzależnianiu przedłużenia zatrudnienia od otrzymania korzyści majątkowych, o zmuszaniu pracowników szkoły do sprzątania w prywatnym mieszkaniu, o znęcaniu się psychicznym nad zatrudnionym w tejże szkole woźnym... Lista zarzutów, jakie po długim dochodzeniu postawiła prokuratura, zajmowała kilka stron. Lista osób, które składały zeznania, w tym pokrzywdzonych, była również pokaźna.

 

Pierwsza rozprawa odbyła się 7 kwietnia 2016 roku. Joanna K. na sali rozpraw była spokojna. Jej ofiary, byli i obecni pracownicy szkoły – wręcz przeciwnie. Z krótkich rozmów z nimi wynikało tylko jedno – to był koszmar i chcą, żeby jak najszybciej się zakończył. Nic dziwnego, skoro tuż po wniesieniu sprawy do prokuratury jedna z poszkodowanych usłyszała od Joanny K. groźby, że ta spali jej dom. Pracownicy szkoły pokrzywdzeni przez swoją dawną dyrektorkę chcieli sprawiedliwości, ale chyba nie do końca wierzyli, że uda się ją osiągnąć. Zwłaszcza że sprawa ciągnęła się miesiącami.

 

W międzyczasie, po długich perypetiach w sądach pracy i kuratorium oświaty, wójtowi gminy udało się zawiesić dyscyplinarnie, a finalnie zwolnić Joannę K. z pracy. To też trwało, bo zwolnienie dyrektora szkoły, jak się okazało, do łatwych rzeczy nie należy. Odsunięcie Joanny K. od szkoły było istotne z wielu względów, wśród których najważniejszym był fakt, że przez wiele lat skutecznie udawało jej się zmusić pracowników do milczenia. Istniało realne zagrożenie, że historia mogłaby się powtórzyć, bo utrzymanie zeznań przeciwko szefowi, który pojawia się z powrotem w pracy, wymagałoby ogromnej siły i odporności psychicznej. Tę odporność, jak mówił jeden z pokrzywdzonych przez Joannę K., już dawno stracił, właśnie po szykanach ze strony byłej dyrektor. Z pracy w szkole i stanowiska dyrektora udało się ją zwolnić po wielu miesiącach, ale sprawa oparła się aż o Ministerstwo Edukacji, a później sąd apelacyjny, w którym b. dyrektorka ostatecznie przegrała.

 

W ubiegłym tygodniu, 21 marca zapadł wyrok. Joanna K. została skazana na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Przez trzy lata nie wolno jej zajmować stanowisk kierowniczych w oświacie. Ma obowiązek pisemnego przeproszenia pokrzywdzonych, łącznie pięciu osób, byłych i obecnych pracowników szkoły. Joannie K. zasądzono również pokaźną grzywnę - na rzecz Skarbu Państwa musi zapłacić 530 stawek dziennych po 15 zł, czyli łącznie 7 950 zł. Poniesie też część kosztów sądowych w wys. 1 890 zł.

- Nie chciałabym na razie komentować tego wyroku. Dobrze, że zapadł, chociaż uważam, że jest zbyt łagodny jak na to, ile osób się przez tę panią nacierpiało. Pewnie będzie się odwoływać, więc nie sądzę, żeby to się już skończyło, zobaczymy – mówiła niedługo po odczytaniu wyroku jedna z pokrzywdzonych osób.

Bulwersująca opinię publiczną sprawa dobiegła wreszcie końca, ale orzeczenie sądu nie jest jeszcze prawomocne. Na razie nie ma informacji, czy Joanna K. odwoła się od wyroku.

M. Krawczyk