Oczyszczony z zarzutów były dyrektor bialskiego pogotowia, bezpodstawnie oskarżany m.in. o mobbing i łamanie praw pracowniczych, mówi o dumie, satysfakcji i odpowiedzialności za zdrowie i życie pacjentów. - Przyszło mi stoczyć brutalną walkę z ludźmi, którzy w imię upozorowanej obrony godności i praw, posunęli się do szaleńczych oskarżeń. Może nie wyszedłem z tej walki z uśmiechem, ale na pewno z podniesionym czołem. Nie mogłem się godzić na stosowanie obowiązujących w ratownictwie medycznym procedur i obowiązków „na niby”, czy tylko „na papierze”, gdyż zdarzenia do których jeździ pogotowie występują naprawdę – podkreśla w wydanym oświadczeniu

                                                                                           

                                                                                           OŚWIADCZENIE

 

Od początku nie miałem żadnych wątpliwości co do efektów prowadzonego śledztwa, gdyż wiem co robiłem przez ponad 10 lat kierowania Stacją. Wiem w jakim stanie zastałem bialskie pogotowie w marcu 2006 roku, co zrobiłem i w jakim stanie pozostawiłem w roku ubiegłym. Wiem, że dotąd żadna kontrola nie wykazała jakichkolwiek nieprawidłowości w funkcjonowaniu Stacji, ani nie wniosła uwag co do sposobu zarządzania prze ze mnie zakładem. Nawet ta kompleksowa za ostatni rok mojego zarządzania, przeprowadzona już po odwołaniu mnie ze stanowiska, nie wykazała najmniejszych uchybień. Wiem również jakie faktycznie motywy i przesłanki stanowiły tło tego protestu.

Jego istotą był bunt przeciwko stosowaniu i i konsekwentnym egzekwowaniu obowiązujących w ratownictwie medycznym procedur i obowiązków zarówno przez dyspozytorów, ratowników i osoby nadzorujące ich realizację. Nie mogłem się godzić na stosowanie tych wymogów „na niby”, czy tylko „na papierze”, gdyż zdarzenia do których jeździ pogotowie występują naprawdę. Dlatego nie mogłem za cenę spokoju ratowników, odstąpić od wymogów konsekwentnego stosowania i przestrzegania wspomnianych zasad, gdyż tylko one dają maksymalne bezpieczeństwo potrzebującym nagłej pomocy.

Pod sprytnie przygotowanymi propagandowo hasłami krył się właśnie ten główny cel protestu, co potwierdziła analiza faktów. Wiele barwnych opisów wyimaginowanych sytuacji, dotyczących zarządzania stacją, nie tylko nie odzwierciedlało zaistniałych zdarzeń, ale także było zaprzeczeniem zdrowego rozsądku. Ze zdumieniem obserwowałem jakimi wymyślonymi metodami, próbowano wpłynąć na publiczny odbiór tych haseł przez osoby, które ze zrozumiałych względów nie znają ani przepisów, ani procedur obowiązujących w pogotowiu. Mentorzy tychże działań próbowali ukształtować odbiorców medialnych do swego poziomu rozumowania, za pomocą niedorzecznych argumentów.

 

Wielu nie rozumiało tego, bądź nie potrafiło właściwie realizować nakreślonych prawem obowiązków i zadań i dlatego posunęli się do takich metod, które skutecznie zablokują egzekwowanie tych obowiązków

 

Eskalacja żądań była oparta na pomówieniach, manipulowaniu faktami, pełnymi wrednych kłamstw i nieprawdziwych wypowiedzi dla mediów, bez jakiegokolwiek dotąd ich potwierdzenia. Kształtowano wizerunki osób rzekomo pokrzywdzonych, wykorzystując metody dla wielu niepojęte, choćby bardzo osobiste, wrażliwe sytuacje rodzinne. Wszystko po to, by wizerunkowo wzbudzić zrozumienie i poparcie społeczne. Wiem, jakie działania zostały podjęte, by zyskać poparcie tych, którzy naprawdę tym sporem nie byli zainteresowani. Niestety te atrakcyjne medialnie, zmanipulowane fałszywe oskarżenia, popierane przez ”osoby z zewnątrz”, krążyły w przestrzeni publicznej.

Uważam, że została przekroczona granica w tych spekulacjach, zważywszy, że dotyczyły instytucji, która ma szybko i profesjonalnie ratować życie i zdrowie ludzkie. Pikiety prowadzone w ferworze wymyślania wyimaginowanych zarzutów pomówień o nadużycia, mogły mieć wpływ na poziom udzielania świadczeń. Tym bardziej, że uczestniczyli w nich ratownicy, będący na dyżurze, którzy winni być w gotowości do wyjazdu, co jest dowodem faktycznego stosunku do wykonywania obowiązków, jak też traktowaniu pacjenta. Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi się zmierzyć z tak bzdurnymi argumentami. Dopiero pełna analiza dokumentów i zdarzeń pokazała rzeczywisty obraz i obnażyła prawdziwe motywy tego buntu, który miał wzbudzić wsparcie społeczne, a w istocie był skierowany przeciwko pacjentom. Uważam, że popieranie takich zachowań i żądań nie wróży poprawy jakości świadczeń.

Ponieważ to ja jako dyrektor jednoosobowo byłem odpowiedzialny za zorganizowanie pracy zakładu, w sposób zapewniający należyte wykonywanie świadczeń zdrowotnych w zakresie pomocy doraźnej, jak też za wymagania stosowanych w tym zakresie procedur określonych przepisami, przysługiwało mi prawo podejmowania decyzji w sprawie nagradzania jak też karania pracowników. Miałem świadomość, że jakiekolwiek uchybienia w stosowaniu wymogów i procedur nałożonych przepisami, mogą mieć znacząco niekorzystny wpływ na stan zdrowia, a nawet skutkować utratą życia pacjenta, dlatego też starałem się egzekwować ich prawidłowe przestrzeganie przez pracowników, tak od ratowników i dyspozytorów, jak też osób ich nadzorujących.

Okazało się że niektórych ratowników te zadania przerosły. Wielu nie rozumiało tego, bądź nie potrafiło właściwie realizować nakreślonych prawem obowiązków i zadań i dlatego posunęli się do metod, które skutecznie zablokują egzekwowanie tych obowiązków. W tak delikatnej sferze, jaką jest ludzkie zdrowie i życie jest to szczególnie ważne, dlatego też starałem się do swych obowiązków podchodzić z należytą starannością i odpowiedzialnością. Ponadto wobec faktu wycofywania lekarzy z karetek i wzrostu uprawnień ratowników medycznych, należało wzmóc nadzór nad pracą zespołów ratunkowych, by to osłabienie jakościowe składu zespołów było jak najmniej odczuwalne dla pacjentów i pozwoliło na utrzymanie właściwego poziomu świadczeń. Uważam, że z obowiązków i uprawnień wywiązywałem się właściwie. To właśnie bialskie pogotowie miało najlepsze w całym województwie czasy dotarcia do zdarzeń, co jest najistotniejszym wskaźnikiem mobilności zespołów ratunkowych.

 

Wiem, dlaczego zużycie leków, za pomocą sprzężonego z poszczególnymi komórkami systemu informatycznego się ratownikom nie podobało

 

Z całą stanowczością stwierdzam, że wszelkie moje działania były skierowane przede wszystkim na poprawę jakość udzielanych pacjentom świadczeń, a w dalszej kolejności na komfort pracy ratowników. Wbrew niczym nie popartym kłamstwom oświadczam, że nigdy nie przekroczyłem przysługujących mi uprawnień i nie wymagałem więcej, niż stanowią przepisy i zakresy obowiązków, co prowadzone postępowanie w prokuraturze potwierdziło. Nie mogłem tolerować nieróbstwa, bylejakości działań oraz lekceważenia pacjentów. Po prostu wymagałem rzetelnej, odpowiedzialnej pracy. To dawało mi spokój sumienia wobec tych, co pomocy oczekują, że ona nadejdzie jak najszybciej, będzie profesjonalna i dla pacjenta bezpieczna. Jak sama nazwa mówi jest to POGOTOWIE czyli bycie w gotowości do wyjazdu (w ciągu do 1 lub max 2 minut jak stanowią przepisy).

Niestety część osób nie mogła się pogodzić, że dzisiaj pogotowie funkcjonuje inaczej niż przed 20 laty. Dla uwiarygodnienia swoich nikczemnych działań próbowano przypisać mi więc używanie wyzwisk, słów których nigdy do pracowników nie kierowałem. Zapisy ze spotkań utrwalone na nośnikach elektronicznych potwierdziły sposób prowadzenia rozmów z pracownikami, odmienny od tego, jaki został przekazany w przestrzeń publiczną. Wszystko to wskazuje jakich obrzydliwych, niczym nie uzasadnionych motywów użyto, aby podgrzać atmosferę i zyskać poparcie dla swych nikczemnych żądań. Uczestnicy pikiet z premedytacją mówili o mobbingu, będąc świadomymi, że żadne moje działania, czy też zachowania nie posiadają takich cech. Mieli przy tym pełną świadomość, że wymaganie rzetelnej pracy i stosowania określonych przepisami procedur, nie mogą stanowić mobbingu. Zwłaszcza, że żaden z ratowników nie wniósł stosownego powództwa do sądu z tego tytułu.

W tej ohydnej grze wkroczono nawet w bardzo delikatną, subtelną sferę ludzkich odczuć, czego wstyd i nawet trudno mi komentować. Oczywiście dla poparcia wymyślonych tez dołączono rzekome nadużycia w zakresie inwestycji i bezzasadnego wydatkowania środków publicznych oraz gospodarki lekami. Wszystko to okazało się potokiem pustych słów, bzdur i pomówień, które mogły się narodzić chyba tylko w chorej wyobraźni zakompleksionych osób. Sądzę, że niektórych wręcz dotknęła mitomania. Nie mając żadnych rzeczowych argumentów, licząc na naiwność odbiorców, posłużono się znaną manipulacją, że wielokrotne powtarzanie nawet niedorzecznych czy fikcyjnych informacji sprawi, że trafią one jako prawdziwe do tych, którzy śledzili te wydarzenia, a tym samym uwiarygodnią nikczemny proceder pomówień. Tym sposobem zostały również wprowadzone w błąd osoby publiczne i media.

Wiem ile wysiłku i złej woli wykazali oraz jakich metod używali organizatorzy tego protestu, by pozyskać do realizacji tych nikczemnych celów nawet tych wyważonych, rozsądnych ratowników. Wszystko to miało na celu wprowadzenie w błąd opinii publicznej co do faktów i rzeczywistych przyczyn, jakie były powodem tego protestu. Wszystko to pozwoliło im zrealizować ten prostacki plan. Warto też nadmienić, że gospodarka lekami została skontrolowana również przez Konsultanta Wojewódzkiego w dziedzinie farmacji z tytułem profesora. Trzeba też dodać, że bialskie pogotowie jako jedyne w województwie rozlicza zużycie leków za pomocą sprzężonego z poszczególnymi komórkami systemu informatycznego. Wiem dlaczego to się ratownikom nie podobało. Natomiast zarzuty dotyczące przedsięwzięć inwestycyjnych były tak absurdalne, że wstyd je komentować. Bo jakże zrozumieć zdyskredytowanie przydatności urządzenia do automatycznego ucisku klatki piersiowej, które jest stosowane w ponad 50 jednostkach ochrony zdrowia w Polsce, w tym w kilkunastu pogotowiach ratunkowych.

 

Dużym wysiłkiem zlikwidowałem kradzież paliwa przez kierowców – ratowników karetek. To też nie mogło się podobać.

 

Dużym wysiłkiem zlikwidowałem kradzież paliwa przez kierowców – ratowników karetek. To też nie mogło się podobać. Tego typu negatywnych zachowań było znacznie więcej, a niektóre z nich kwalifikowały się do rozwiązania umowy o pracę. Nie potrafię skomentować faktu, że zabraniałem spać w dzień w pracy, co miało stanowić przekroczenie przeze mnie uprawnień. Wstyd mi o tym mówić i że tego typu zachowania zmuszony jestem obnażać. Moje doświadczenie i analiza czasem wręcz dramatycznych skarg pacjentów, bądź ich rodzin sprawiły, że miałem świadomość, jakie są jeszcze słabe strony w funkcjonowaniu pogotowia (na pewno nie te, które widniały na transparentach) i co i ile jeszcze trzeba zrobić, by znacznie poprawić bezpieczeństwo pacjentów. Dziś uważam, że te niczym nieuzasadnione merytorycznie protesty odsunęły wdrożenie tych zmian na bardzo daleką perspektywę.

Zdumiewające jest to, że nikt z pikietujących nie odniósł się do naruszania procedur w zakresie czasu przyjmowania zgłoszeń o zdarzeniu, jak też czasu wyjazdu zespołu. A pamiętam, że mimo mojego nacisku w tym zakresie, w drugim kwartale 2016 roku jeszcze prawie 30% wyjazdów miało przekroczenie czasu wyjazdu w KOD - 1. Można sobie wyobrazić jakby to wyglądało, gdybym tego stanowczo nie wymagał. Na wszem i wobec głoszoną tezę, że ratownicy powinni przyjeżdżać bezstresowi i uśmiechnięci do potrzebujących powiem tak; cóż z tego, że będą uśmiechnięci i radośni, jak przyjadą o 3 minuty za późno, czy bez wymaganego wyposażenia w leki czy sprzęt medyczny. Oczywiście ideałem byłoby, gdyby spełniły się te dwa elementy. Dlatego z taką powagą traktowałem czasy wyjazdu i dotarcia. Opóźnienie o 1minutę zmniejsza szansę przeżycia poszkodowanego o 12%, a 3 minuty to 36% szans na życie mniej.

Przez okres ponad 10 kierowania pogotowiem wyremontowałem wszystkie obiekty stacji i punkty stacjonowania w terenie, stwarzając bardzo dobre warunki pracy i wypoczynku załogi. Zakupiłem 35 ambulansów wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt służący ratowaniu życia, a 7 wycofanych z działań ratowniczych w pełni wyposażonych karetek przekazałem szpitalom, w tym w Białej Podlaskiej, Radzyniu i Międzyrzecu. Mimo to, z wielkim zaangażowaniem podjęto działania dezawuujące moje dokonania, które z grupą pracowników Stacji udało się zrobić. Ale tego tak się nie da, bo efekty są widoczne. Obiekty stacji wkomponowały się estetycznie w miejscowości w których stacjonują karetki i służą do odpoczynku i pracy a ambulanse i sprzęt służą pacjentom. Zostawiłem zakład w bardzo dobrej kondycji finansowej. Za środki na koncie inwestycyjnym można było kupić jednorazowo 30 w pełni wyposażonych, w najnowocześniejszy sprzęt medyczny ambulansów. Pozostawiłem też fundusze na podwyżki wynagrodzeń, w kwocie przekraczającej 500 złotych na etat.

Stawiało to zakład w grupie nowoczesnych, dobrze funkcjonujących stacji pogotowia. Niestety od tych najlepszych dzieliła nas mentalność ratowników. Myślę tu o świadomości konieczności stosowania określonych przepisami procedur i stosunku do pacjentów. Dla ratownika bezpieczeństwo pacjenta winno być dobrem największym i celem nadrzędnym, a wola pomocy potrzebującym, nie tylko powinnością lecz nakazem. W tej profesji wymagana jest szczególna wrażliwość, rozwaga, cierpliwości i umiar, których to cech wielu brakuje, a sposób wyrażania niezadowolenia podczas pikiet, skłania do głębokich przemyśleń w tym zakresie. Próbowałem w interesie pacjentów tą mentalność zmienić, ale przebieg zdarzeń sprawił, że nie było mi to dane. Mimo oporu z jakim przyszło mi się zmierzyć, nie mogłem zostawić bez refleksji i reakcji żadnej uzasadnionej skargi pacjentów.

 

Nie mogłem ulec szantażowi odstąpienia od egzekwowania obowiązujących zasad i procedur.

 

Nie mogłem ulec szantażowi odstąpienia od egzekwowania obowiązujących zasad i procedur. Mimo dolegliwości, które w związku z tym mnie spotkały mam wewnętrzną satysfakcję, że dzięki temu do wielu poszkodowanych zespół ratownictwa zdążył dotrzeć na czas. Dowiodłem, że przestrzegałem prawa, norm i procedur, które regulują funkcjonowanie instytucji powołanej do ratowania ludzkiego życia i zdrowia. Przed rokiem powiedziałem, że obiecują, że jak już mnie przepędzą ze stanowiska, to wrócą stare dobre czasy. Że jak już mnie nie będzie, to wszyscy będą sobie tylko jeździli te 2 godziny 40 minut, a resztę czasu będą leżeć i robić co im się chce. Że nikt nie będzie pisał żadnych wyjaśnień, skończą się też wszelkie kontrole. I że będą jeździć w tenisówkach, a nie w butach służbowych, bo się im nogi pocą. I niektórym się taka perspektywa bardzo podoba. Chyba te żądania się spełniły, skoro w pogotowiu ponoć pozorny spokój. Nie mi komentować tą rzeczywistość.

Dla przejrzystości dokonania pełnej oceny zdarzeń z przed roku upoważnione instytucje (organy nadzorcze) winny dokonać sprawdzenia, czy sposobem manifestowania swojego niezadowolenia organizatorzy protestu, nie naruszyli obowiązującego prawa i czy prowadzone pikiety na placu gdzie stacjonowały gotowe do wyjazdu ambulanse, jak też udział w tych pikietach ratowników podczas pełnienia dyżuru, nie stanowiły zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów. Kontroli należałoby poddać również rzeczywiste przestrzeganie stosowania wymaganych w stacji procedur, jak również wyjaśniania skarg pacjentów. Po 10,5 rocznym doświadczeniu w kierowaniu pogotowiem twierdzę, że każdy kierujący pogotowiem w imię bezpieczeństwa pacjentów i odpowiedzialności, musi od podległych pracowników rygorystycznie wymagać przez całą dobę rzeczywistego, (a nie fikcyjnego „na papierze”) przestrzegania wymaganych w ratownictwie medycznym procedur. W tym; czasów wyjazdu i dotarcia, wyposażenia ambulansów w leki i sprzęt medyczny oraz stanu sanitarno-epidemiologicznego. Wtedy pacjent będzie się czuł bezpieczny i będzie ufał pogotowiu ratunkowemu.

Wszędzie tam gdzie jest inaczej, potencjalny pacjent czuć się bezpiecznie nie może. Jeśli kierujący pogotowiem ratunkowym nie potrafi lub nie jest w stanie temu sprostać i prowadzić prawidłowego nadzoru niech sobie poszuka innego zajęcia. Tak będzie lepiej. Nie można powierzchownie czy też z uśmiechem podchodzić do zachowań, od których zależy zdrowie bądź życie innych. Nie można wpadać w samozadowolenie pozornymi płytkimi działaniami, nie dostrzegając ich faktycznych skutków i wynikających z tych działań konsekwencji. Po tej szczegółowej weryfikacji, jakiej w prokuraturze zostałem poddany, czuję się zwycięzcą, mając świadomość z jakimi perfidnymi atakami przyszło mi się zmierzyć po to, aby pogotowie realizowało profesjonalnie zadania, a pacjenci czuli się bezpiecznie. Wymagając od ratowników rzetelnej pracy broniłem podmiotowości i godności pacjenta. Dumny jestem, że nie uległem żądaniom bylejakości pracy, która bezpośrednio przekłada się na los pacjenta.

 

Dziś chciałbym jednak publicznie zapytać tych, którzy akcję przeciw mnie i Stacji zorganizowali i wspierali, czy są im znane takie przymioty jak roztropność, rozsądek, pokora i opamiętanie.

 

Dziś chciałbym jednak publicznie zapytać tych, którzy akcję przeciw mnie i Stacji zorganizowali i wspierali, czy są im znane takie przymioty jak roztropność, rozsądek, pokora i opamiętanie. Oby to wszystko było upomnieniem i przestrogą na przyszłość dla tych, którzy nie bacząc na spokój sumienia, będą dla realizacji swoich nikczemnych czynów, dyskredytować pracę i osiągnięcia innych i tworzyć negatywny wizerunek firmy, która nie tylko stanowi ich źródło utrzymania. ale spełnia wyjątkowo szczególną społecznie rolę. Ubolewam, że ludzie wykonujący profesję, której przesłaniem jest pomoc człowiekowi wykazali się taką obłudą i posunęli się do tak nikczemnych działań i oskarżeń, szkalując również własne środowisko. Natomiast brak mi zupełnie słów na ocenę tych, którzy te działania usilnie wspierali.

Przyszło mi w udziale stoczyć brutalną walkę z ludźmi, którzy w imię upozorowanej obrony godności i praw posunęli się do szaleńczych oskarżeń. Może nie wyszedłem z tej walki z uśmiechem, ale z podniesionym czołem i doświadczeniem, które motywuje mnie do dalszych działań. Dziś jestem człowiekiem, który wstając rano, może spokojnie spojrzeć w lustro i czuć satysfakcję ze swych dokonań w pogotowiu, w ciągu ponad 10 lat. Udało mi się zrobić wiele dobrych rzeczy. Czuję się z tego powodu dumny, mimo kosztu jaki mi przyszło ponieść. Zawsze sobie ceniłem wartość wypowiedzianych słów, dlatego też z wewnętrznym spokojem mogę powiedzieć, że nie wstydzę się prawdziwości wypowiadanych przed rokiem na życzenie różnych mediów słów, bo odnosiły się one do rzeczywiście zaistniałych faktów, co prowadzone postępowanie w prokuraturze potwierdziło.

 

Wszystkim, którzy będą korzystać z numeru 999 bądź 112 winien jestem jeszcze informację;

 

Przy zgłoszeniu ALARMOWYM KOD-1 karetka winna wyjechać w czasie do 60 sekund od przyjęcia zgłoszenia.

 

Przy zgłoszeniu PILNYM KOD-2 karetka winna wyjechać w czasie do 120 sekund od przyjęcia zgłoszenia.

 

Natomiast czas dotarcia karetki to 8 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców i 15 minut poza miastem.

 

Maksymalny czas dotarcia nie może być dłuższy niż 15 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców i 20 minut poza miastem.

 

Roman Filip