Prezes PiS, niejaki Kaczyński – Człowiek Wolności tnie jak mu wygodnie i nie patrzy, czy mu staje... materiału. Ten materiał to personalne zaplecze partii rządzącej, w którym to – jakże jeszcze obfitym zapleczu, a raczej zaścianku – nie znalazł się nikt zdolny do samodzielnego, o ile to możliwe, pokierowania rządem.

Znalazł się za to dosyć świeżo upieczony polityk, a wcześniej bankier i doradca Donalda Tuska. Dlaczego tak się stało? Spytajcie prezesa, bo i jego powabna rzeczniczka, także Beata, ale, niestety, Mazurek (dlaczego to mnie drażni?), i jego najbliżsi dworzanie wywodzący się jeszcze z Porozumienia Centrum, i jego obecni, mniej lub bardziej wiernopoddańczy strażnicy, tego nie wiedzą... i w związku z tym.. czasem bredzą. Ja zaś myślę, że taki premier bez zaplecza politycznego dobry jest, bo niegroźny dla guru (p. post scriptum).

 

Zaskakujący wielu obserwatorów w kraju i za granicą awans dotychczasowego wicepremiera Mateusza Morawieckiego odczytywać zatem można jako swoisty policzek i wotum nieufności wobec elit (jeżeli tak to można określić) własnej partii. Czołowi wierni pretorianie prezesa wraz ze swoimi kohortami mogli równie gwałtownie, co długotrwale zwątpić w istnienie jakiejś logicznie wiodącej ścieżki kariery wewnątrz ugrupowania.

 

Mogą też zwątpieniu ulec masy pracujące miast i wsi, czyli suweren, a dokładniej zatwardziały elektorat, który swojską kobitkę z Brzeszcz ukochał szczerze wraz ze wszystkimi jej broszkami. Dziś lud prosty zadaje pytania: dlaczego Prawo i Sprawiedliwość, w biegu, trochę znienacka i po ciemku dokonało zmiany premiera? Czy ta decyzja, choć politycznie dość czytelna, nie jest jednak obarczona pewnymi wadami?

 

Warto przypomnieć, że onegdaj pani premier sama zapowiedziała publicznie rekonstrukcję rządu. Nie wynikało z niej, że ową rekonstrukcję zacznie od siebie i poda się do dymisji. To zdecydowanie obniża jej autorytet i stawia w pozycji marionetki, na co, według mnie, solidnie sobie zapracowała. Poza tym, uwiarygodnia to tezy tzw. „totalnej opozycji”, że była partyjnym słupem bez własnej politycznej podmiotowości. Podważa też tym samym pozycję konstytucyjnych organów Państwa, sprowadzanych do roli figurek warcabowych przesuwanych na szachownicy li tylko w interesie partyjnych rozgrywek.

 

Muszą sobie z tego zdawać sprawę wspomniani pretorianie i ich kohorty. Nie wierzę, że są aż tak olśnieni, a raczej zaślepieni nieomylnością swego guru. Do czego to może doprowadzić? Czy pozostawienie jednak w rządzie byłej premier w randze wicepremiera nie jest błędem praktycznym i wizerunkowym, czy nie zaburza owej wspomnianej tu ścieżki kariery politycznej, która w tej samej strukturze ma jednak zawsze charakter jednokierunkowy? Na rozłam w partii raczej bym nie liczył – za dużo mają do stracenia i wiedzą, że frakcyjność – ta ujawniona, a nie tylko realnie istniejąca – pogrąży ich na lata.

 

Mam także bolesną świadomość, że dokonane jak zwykle nocą cięcie bezlitosnych nożyc prezesa zmuszających Szydło do ustąpienia na rzecz Morawieckiego jest krokiem politycznym, zmierzającym do swoistej technicyzacji władzy w Polsce, tak by zdjąć z europejskiej agendy polityczny konflikt pomiędzy radykalnie inną doktryną władzy w naszym kraju, a kierowniczymi kręgami Unii Europejskiej. Premier Morawiecki ma po prostu zawęzić pole konfliktu i sprowadzić je do merytorycznej i pragmatycznej współpracy.

 

Moim zdaniem, były przywódca stada, po strąceniu z piedestału, nie powinien w nim pozostawać. Utrudnia to prawie zawsze współpracę, zagęszcza atmosferę, mąci przepływ informacji i czyni nieczytelnym rzeczywisty podział wpływów. Premier Szydło, po ustaniu jej misji w tej roli, powinna więc całkowicie odejść z rządu. Ale, ale… co ja tu piszę? Niech zostanie, niech mąci, niech się wtrąca i miesza!!! Uff, przez moment, uniesiony pychą, pomyślałem, że mógłbym doradzić, podpowiedzieć, a ja przecież od dawna nie mam złudzeń.

 

Przypomnijmy zatem: dworzanie, pretorianie, zausznicy i wszystkie inne – mądrzejsze i głupsze tuby prezesa (np. prokurator Piotrowicz, apetyczna Pawłowicz, błyskotliwy Suski, zwany niegdyś psem Terlecki, obatel Czarnecki czy zawsze gotów senator Maria Jackowski muszą pogodzić się z faktami: pozostaje im pełnić rolę politycznego zaplecza bez jakichkolwiek osobistych aspiracji. A co będzie z Macierewiczem, Ziobrą, Szyszką i paru innymi? Z czym będą zmuszeni się pogodzić? Być może ojciec dyrektor wie? Wszakże to też jest guru, i to jakie!

 

Beata Szydło firmowała swoją szczerość budzącą twarzą dwuletni okres ciężkich zmian o charakterze ustrojowym w warunkach ostrej, politycznej konfrontacji, istnej batalii na wielu wyczerpujących frontach. Poza tym kierowała zwycięską kampanią prezydencką, utrzymała a nawet powiększyła poparcie społeczne dla siebie i partii. W tej sytuacji odwołanie jej z funkcji premiera, z jednoczesną deprecjacją osobistego znaczenia, jest pociągnięciem przynoszącym nadzieję na koniec tego, co Polacy błędnie odbierają jako DOBRĄ ZMIANĘ.

 

A pani Beata? No cóż, jej pozostał wagon garsonek i kuferek broszek oraz tytularna funkcja bez teki i... bez perspektyw. Garsonek zaś nożyczki prezesa z pewnością nie ruszą.

Andrzej Kotyła

Post scriptum:

Guru – w niektórych religiach przywódca wspólnoty, przewodnik duchowy i nauczyciel, szanowany, a czasem nawet czczony jako wcielenie bóstwa.

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Kontakt:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

 

Dziennikarze

Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Małgorzata Brodowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin