O tym, co się dzieje w bialskim pogotowiu, kto kogo nagrywa, kto kogo mobbinguje i kto na kogo zbiera haki z Romanem Filipem, dyrektorem Stacji Pogotowia Ratunkowego SPZOZ w Białej Podlaskiej rozmawia Marcin Kozarski.

roman filipPanie dyrektorze, ile zarabiają ratownicy medyczni?

Pracujemy w systemie dwunastogodzinnym. Ratownik medyczny zatrudniony na etacie zarabia 3627 złotych brutto. W przypadku umów cywilno-prawnych obowiązują stawki godzinowe od 18 do 24 złotych. I oczywiście wynagrodzenie zależy od tego, ile godzin wypracowują. Ich zarobki kształtują się od 5 do 8 tysięcy złotych. Oczywiście są tacy, którzy pobierają mniejsze wynagrodzenia, ale wynika to z faktu, że są zatrudnieni gdzie indziej na etacie. Większość jest na umowach o pracę. Tych na umowach cywilno-prawnych jest około 30 procent.

 

Zatem ratownicy etatowi w stosunku do swych kontraktowych kolegów zarabiają niewiele i mogą czuć się sfrustrowani....

Mniejsze uposażenia narzuca kodeks pracy. Osoby zatrudnione na etacie nie mogą przekroczyć normatywnego czasu pracy. U nas jest to nieco ponad 7,5 godziny dziennie. Miesięcznie to daje jakieś 178 godzin. Usatysfakcjonowani na pewno nie są. Tyle, że w 2015 roku, w skali całego kraju, średnia płaca ratownika medycznego brutto wyniosła 2902 złote. Zarobki naszych ratowników o 725 złotych przekraczają więc ogólnopolską średnią.

 

Ale taka średnia oznacza, że bywają większe uposażenia niż w Białej Podlaskiej...

Oczywiście. Ale inne stawki oferowane są w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu nie tylko ratownikom. Dotyczy to większości zawodów. Przy czym należy też uwzględnić to, że powiecie radzyńskim średnia płaca wynosiła w ubiegłym roku 2691 zł, w powiecie bialskim ziemskim 2527 zł, w parczewskim 2612 zł, zaś w bialskim grodzkim 2957 zł. Kwestia wynagrodzenia jest w oczywisty sposób wypadkową miejscowego rynku pracy, potencjału ekonomicznego czy możliwości finansowych każdej stacji. Różnią się także efektywne czasy pracy ratowników medycznych.

 

Chce pan powiedzieć, że nie wszędzie ratownicy pracują jednakowo ciężko?

Ależ oczywiście. W systemie dwunastogodzinnym u nas taki efektywny czas pracy wynosi średnio 2 godziny 40 minut. Pozostałe 9 godzin i 20 minut ratownik wypoczywa.

 

Narzuca Pan podwładnym rodzaj umowy?

Każdy kto chce przejść na umowę cywilno-prawną, może to uczynić. Nigdy jednak nikogo do tego nie przymuszałem, mimo że tak naprawdę pogotowie powinno funkcjonować na umowach cywilno-prawnych. A to z punktu widzenia pacjenta i jakości świadczonych usług. Gdyby bowiem w pogotowiu pracowali tylko ratownicy zatrudnieni na umowach o pracę, uniemożliwiłoby to jego prawidłowe funkcjonowanie. Kto by wówczas zastąpił chorego kolegę? Kto przyszedłby na dyżur za ratownika na urlopie? Pracownik kontraktowy ograniczeń takich nie ma. Dzięki nim jesteśmy w stanie zabezpieczyć płynność działalności, nie tylko w przypadku zespołów ratownictwa, lecz również w dyspozytorni.

 

Gdzie w województwie lubelskim karetki najszybciej docierają do pacjentów?

W Białej Podlaskiej. Właśnie w tej stacji, którą kieruje. I to jest jednym z powodów konfliktu. Tych gorszących scen, z jakimi mieliśmy do czynienia w ubiegłym tygodniu. Tych wędrówek niektórych pracowników po mediach i tej pikiety.

 

Pan żartuje? A jakim to może być zarzewiem konfliktu?

Ponieważ między dobrem pacjentów a komfortem pracy ratowników zachodzi sprzeczność interesów.

 

Na czym polega ta sprzeczność?

Przepisy mówią, że w tak zwanym kodzie 1 pilności zespół powinien całodobowo być w stanie wyjechać do 60 sekund, natomiast w kodzie 2 do 120 sekund. Ja wymagam od ratowników, żeby od chwili zgłoszenia wyjechali w ciągu dwóch minut. Jeśli nie wyjadą w tym czasie, piszą wyjaśnienia, z jakiego powodu. I to jest jeden z elementów konfliktu.

 

Nie wszyscy dyrektorzy tego wymagają...

Tak, wiem o tym. Docierają do mnie informacje, że są takie stacje, w których karetka dojeżdża do pacjenta o pięć minut później niż nasza a zatrudnieni tam ratownicy nie muszą pisać żadnych wyjaśnień. A gdy przyjeżdża do nich na kontrole Narodowy Fundusz Zdrowia, to nawet wiedzą kiedy. Co to wszystko może oznaczać dla pacjenta, to ja wiem. I każdy rozsądnie myślący człowiek jest to sobie w stanie wyobrazić.

 

Pan jest i tak dość liberalny...

Zgadza się, ponieważ wyjaśnienia ratownicy muszą pisać dopiero po przekroczeniu 120 sekund, bez względu czy był to kod 1 czy kod 2.

 

Jednak przedstawiciele protestujących publicznie zarzucają Panu mobbing. Twierdzą, że są szykanowani i obrażani...

To jest kwestia tego, co rozumiemy pod pojęciem mobbingu. Protestujący uważają, że mobbingiem jest egzekwowanie od nich tego, co jest zapisane w zakresie ich obowiązków. I ja tego rodzaju rozumowania nie jestem w stanie zmienić.

 

A może egzekwując te obowiązki kieruje się Pan jakimiś pozamerytorycznymi kryteriami; wzrostem, wagą, urodą, wiekiem, osobistą niechęcią czy płcią...

Interesuje mnie tylko wykonywanie obowiązków pracowniczych. Jak do tej pory nikt mi nie wyjaśnił, w którym miejscu jako kierownik jednostki przekroczyłem swoje uprawnienia. Co więcej, żadna z pięciu kontroli, które były przeprowadzane na życzenie pracowników nie stwierdziła przypadków naruszeń ich praw. Nigdy ani ja, ani osoby, które mi podlegają nie wymagały więcej, niż określa zakres obowiązków. Nie każdy z pracowników zdaje chyba sobie sprawę z tego, że podpisując umowę podejmuje pewne zobowiązania. I że prócz praw, ma też obowiązki.

 

Kogo straszył Pan zwolnieniem z pracy?

Przez dziesięć lat zwolniłem zaledwie trzy osoby. Odwołały się dwuinstancyjnie, ale żadnej z nich sąd nie przywrócił do pracy. Zatem rozwiązując z nimi umowy miałem rację.

 

Szuka Pan okazji do karania?

Tak twierdzą ratownicy, ale nikt nie został jeszcze ukarany za przekroczenie czasu. Poza tym z połową pracowników nigdy nie rozmawiałem. Obowiązek pisania wyjaśnień, w razie opóźnienia wyjazdu, wbrew pozorom nie służy tylko temu, by ich dyscyplinować. Taka dokumentacja musi być sporządzana na wypadek skarg pacjentów, czy kontroli zewnętrznych. Innymi słowy, kiedy wojewoda spyta, dlaczego karetka tak długo jechała, ja mogę się do tego odnieść.

 

A dużo jest tych skarg?

Sporo. Mam obowiązek zbadać zasadność każdej z nich oraz udzielić skarżącym wyczerpującej odpowiedzi. Zatem również ustalić stan faktyczny. Ale to też niektórym z ratowników sprawia problem.

 

Ale oficjalnie nie wpływa ich wiele...

Dlatego, że ludzie obawiają się opisywać takie sytuacje. Bywa, że ktoś do chorej matki wzywa pomoc raz na dwa tygodnie. Inny ma ciężko chore dziecko. Często proszą mnie jedynie, bym jakoś zareagował.

 

Na co najczęściej się skarżą?

Na zachowanie się zespołu, że niektórzy z ratowników bywają chamscy, ordynarni. Oczywiście nie wszystkie skargi są zasadne, ale większość niestety tak. Problem w tym, że część z ratowników jakby zapomniała, że pogotowie dzisiejsze to nie jest pogotowie sprzed 20 czy 30 lat. I że zmieniły się wymogi, standardy i kultura prawna w społeczeństwie. Przykład? Pojechali do młodego chłopaka, który zasłabł. I mówią do jego matki: „Co, znowu się napił?”. Być może chcieli zapytać o to, czy nie spożywał alkoholu lub nie brał narkotyków. Ale to nie było takie pytanie, jakie paść powinno. Tym bardziej, że chłopak był trzeźwy. Przez tego typu skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie miałem niesamowitą awanturę. Pytano mnie, jakich ja ludzi zatrudniam. Osobiście wsiadłem w samochód, pojechałem i przepraszałem.

 

Czy czasem zagrożenia nie stwarza także zwykła rutyna?

Ależ oczywiście. Świetnie obrazuje to drugi przypadek. Jest zgłoszenie o zasłabnięciu w kościele w Terespolu. Starszą panią na rękach wynosi na zewnątrz burmistrz. Ludzie niecierpliwie czekają na karetkę. Ale zespół się nie śpieszy, spokojnie objeżdża blokadę drogi, nawet nie włącza sygnału. Czemu? Bo to pacjentka cukrzycowa, do której już przedtem jeździli. A gdy już przyjeżdżają na miejsce, najpierw powoli wkładają rękawiczki. Wszystko na oczach ludzi. Oburzenie było ogromne.

 

Słyszałem o wezwaniu do szkoły, z której chore dziecko wynosił dyrektor....

Tak to prawda. Ratownicy zamiast zając się swoim pacjentem stali i się patrzyli. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby podczas takiego nieprofesjonalnego przenoszenia do ambulansu dziecku coś się stało.

 

Ratownicy zarzucają Panu jednak zbyt częste kontrole...

Niczego za wiele, gdy chodzi o ludzkie zdrowie i życie. W ambulansie muszą znajdować się leki i sprzęt określony standardami, muszą też być wykonane niezbędne testy znajdujących się tam urządzeń. Kontrolowana jest więc czystość przedziału medycznego i przedziału kierowcy oraz umundurowanie ratowników. Sprawdzamy, czy przeprowadzane były wymagane dezynfekcje, czy są wykonywane testy defibrylatora podczas przejęcia ambulansu. Kontroli poddawany jest rejestr maszyn i urządzeń, wyposażenie ambulansu, stan leków i materiałów medycznych. Wszystko po to, by mieć stuprocentową pewność, że sprzęt i materiały mają daty ważności, że nie ma leków przeterminowanych i że niczego nie brakuje. I że w krytycznym momencie nic nie zawiedzie.

 

Kto za to odpowiada?

W momencie przejęcia karetki na danej zmianie ratownik. Ze względu na wspomniany już, niezbyt długi efektywny czas pracy, uważam, że żadnemu z nich nie powinno brakować czasu na zajęcie się swoimi pozostałymi obowiązkami.

 

Ale niektórzy mają inną koncepcję...

To koncepcja wyjazdów a później leżenia jak warzywo na bazie. W tej koncepcji kontrole istotnie zakłócają błogi spokój. Ta koncepcja nie uwzględnia też faktu, że ratownicy prócz wyjazdów na interwencje mają jeszcze inne obowiązki i że pozostają w dyspozycji pracodawcy, w całym czasie pracy. W tej również koncepcji, gdy jakiegoś leku w karetce brakuje, bo się go nie uzupełni po wyjeździe, to „się pacjentowi da, co się ma”. Taką odpowiedź usłyszałem od jednego z ratowników.

 

Słyszałem, że Pan szuka haków na pracowników, że kontrole służą temu, by ich na czymś złapać...

Średnio jeden ratownik jest kontrolowany raz na szesnaście miesięcy, natomiast ambulans raz na półtora miesiąca.

 

A może na jakieś konkretne osoby ciągle wypada?

Są ratownicy, którzy przez szesnaście miesięcy nie mieli żadnej kontroli. Typowanie nie wiąże się z jakimiś konkretnymi osobami. To przypadki losowe. Jeden z ratowników, który skarżył się w mediach na mobbing, przez ostatnie trzy lata w ogóle nie był kontrolowany. Poza tym każdy, kto chociaż trochę wie, jak funkcjonuje pogotowie wie, że nie da się mobbingować ratownika. Nie ma na to efektywnego sposobu. Jeśli jest na wyjeździe, to nie ma przy nim ani dyrektora ani kierownika. A gdy wraca, może leżeć na tapczanie. W ubiegłym roku kodeksowymi karami regulaminowymi ukaranych zostało zaledwie trzech, spośród 175 zatrudnionych. Dwóch naganą, jeden upomnieniem. Pozbawionych premii natomiast było 11 osób.

pogotowie

 

Za co?

Raz zestaw porodowy był przeterminowany. Brak również było testu defibrylatora, a jak to jest ważne niech świadczy fakt, że był też przypadek, że karetka pojechała do pacjenta z zatrzymanym krążeniem a defibrylator nie odpalił. A nie zadziałał, gdyż przed wyjazdem, wbrew obowiązkom nie sprawdzono, czy jest sprawny. Za mało?

 

Ale kontrole powodują ponoć stres, gdyż są źle przeprowadzane...

Osoby, które się nimi zajmują, wiedzą jak mają to robić. Pragnę przypomnieć, że gdy cztery lata temu wprowadziłem wymogi czasu dotarcia do pacjenta, to już w pierwszym miesiącu ratownicy musieli napisać aż 64 wyjaśnienia. Takie tu były wtedy standardy. Zawsze działałem i działam w interesie pacjentów a nie dobrego samopoczucia swego i swych podwładnych.

 

Pracownicy czują się obrażani, gdyż podważane są ich kompetencje...

Niczego nie podważam, uważam tylko, że umiejętności niektórych nie odpowiadają obecnym czasom. Nie mówiąc o różnicy w poziomie wiedzy medycznej, która nawet pomiędzy ratownikami bywa znaczna. Tymczasem medycyna rozwija się w galopującym tempie, a od chwili gdy z karetek podstawowych wycofano lekarzy to właściwie ratownik decyduje o losie pacjenta. Analogicznie winna wzrosnąć więc rola kontroli. Tym bardziej, że coraz większe wymagania stawia resort zdrowia a ja nie mogę tego nie wdrażać i nie egzekwować. Niedawno weszła nowa gama leków. W trosce o bezpieczeństwo pacjentów powinienem teraz przeprowadzić wśród ratowników kontrolę znajomości ich podawania. A to zapewne spowodowało oburzenie i następną pikietę. Pojawiłyby się też zarzuty, że teraz to już kontroluję wszystkich, jak leci.

 

Boi się Pan wizyty inspekcji pracy? Zapowiedzieli taką protestujący...

Jeśli nie dojdzie do takiej kontroli z ich inicjatywy, to ja sam osobiście się o nią zwrócę.

 

Czego zamierza Pan przez to dowieść?

Zamierzam udowodnić, że pewne osoby manipulują faktami. I że wykazują się ignorancją i niekompetencją. Chociażby twierdząc, że to ja decyduję o liczbie stanowisk dyspozytorskich, podczas gdy jest to domeną wojewody, czy próbując udowadniać, że winę za przeterminowane leki ponosi osoba je wydająca. By położyć kres takim interpretacjom wydałem polecenie, by każdy pobierając leki pisemnie potwierdzał ich datę ważności. Jeśli będą przeterminowane nie powinien ich przyjąć. Ratownik pobierając leki ma obowiązek to sprawdzić i jeśliby były jakieś nieprawidłowości natychmiast je zgłosić.

 

Ratownicy mają poczucie własnej godności i dobrze. Choć jak pan twierdzi zdarza im się jednak nie przestrzegać godności pacjentów...

Ale to ja wychodzę na tego najgorszego, co ich stresuje i żyć nie daje. Szkopuł w tym, że ja ich wszystkich dobrze znam. Wiem, jacy są. I wiem co, który potrafi. Nie wszyscy byli tu przyjęci do pracy jako ratownicy, uprzednio bowiem wykonywali proste czynności przy lekarzach. W którymś jednak momencie zdobyli te kwalifikacje. Tylko, że jak ktoś był przyjmowany jako kierowca to wymogi psychofizyczne do wykonywania zawodu kierowcy były inne niż wymogi psychofizyczne do bycia ratownikiem. A od tamtej pory nikt tego nie sprawdzał. Gdyby ratownicy pracowali wyłącznie na umowach cywilno-prawnych to podczas konkursu można by przeprowadzić testy psychologiczne oraz testy z wiedzy. Tutaj pracują ludzie od dwudziestu lat i nikt u nich przez ten czas tych zdolności nie weryfikował.

 

A co by to zmieniło?

Wtedy w tym zawodzie pracowali by najlepsi. Tymczasem świadomość niektórych jest taka, że bez względu na stan wiedzy i jakość wykonywanej pracy, bez względu na to, czy poszerzają swoje kwalifikacje, czy nie, mają prawo pracować do emerytury. I niestety, wśród protestujących są takie osoby.

 

Sugeruje Pan, że głównie tacy?

W tej grupie są dwie osoby spośród trzech, które w ubiegłym roku były ukarane karami regulaminowymi. Jest tam też człowiek, który zatrudniony na etacie, na zwolnieniu lekarskim pracował na kontrakcie w Siedlcach. Miałem opinię prawną, by sprawę przekazać do prokuratury, ale prosił mnie bym tego nie robił, prawie płakał. Napisał wyjaśnienie, zwrócił pieniądze. Szkoda mi się go zrobiło. Odpuściłem. Dałem mu tylko naganę. Ale to nie wszystko. Z jednym z liderów związkowych byłem już w 2013 roku w sądzie. I sąd uznał, że nie miała miejsca żadna dyskryminacja, z uwagi na pełnioną przez niego funkcję związkową. Pan ten zresztą sam przyznał w sądzie, że kontrola z listopada 2011 roku była jego pierwszą od prawie dwudziestu lat. A zatem trudno mówić o stosowanych wobec niego szykanach.

 

A z jednym z najbardziej mobbingowanych ostatni raz rozmawiał pan chyba przed rokiem...

Dokładnie. Dostał wówczas naganę, w związku ze skargą na jego ordynarne zachowanie wobec pacjentki. Nawet nie dyskutował. Ten człowiek w zasadzie powinien być zwolniony, gdyż trzy miesiące temu umieścił na swoim facebooku fragmenty nagrania zlecenia wyjazdu z pogotowia. Przy czym przynajmniej jedno nagranie nie dotyczy jego interwencji.

 

I co pan z tym zrobił?

Kiedy wszcząłem procedurę rozwiązania z nim umowy o pracę w pocie czoła zaczął organizować poszkodowanych przez system i dyrektora. Obecnie jest medialną gwiazdą.

 

Ten człowiek nadal pracuje?

Tak. Na razie wstrzymałem procedurę jego zwolnienia i sprawę przekazałem moim przełożonym.

 

W pikiecie brali udział ratownicy na dyżurze?

Tak. Proszę sobie wyobrazić, człowiek zobowiązany do bycia w gotowości, by ratować ludzkie życie opuszcza stanowisko pracy i wychodzi sobie w czasie świadczenia pracy poza szlaban. W czasie dyżuru prowadził naradę też jeden z liderów związków zawodowych. Pytam, w czyim jest to interesie? No chyba, że chodzi o to, by w pogotowiu sobie wypocząć a gdzie indziej pracować i zarabiać.

 

Wydaje się to jakimiś paradoksem. Z jednej strony nie chcą być kontrolowani a z drugiej ściągają wszelkie możliwe kontrole...

Oni ściągnęli już mnóstwo kontroli, ale to nic nie dało. Dlatego w ubiegłym tygodniu postanowili zrobić happening, bynajmniej nie artystyczny, na który zaprosili media. Jeśli się 9 godzin leży i czasem patrzy w sufit, naprawdę różne myśli mogą przyjść do głowy. Proszę znaleźć drugą firmę, w której każdy pracownik miałby tapczan i sobie spokojnie leżał. Pracując efektywnie 2 godziny i 40 minut.

 

Mimo wszystko to jednak jest ciężka i odpowiedzialna praca...

Ja nie mówię, że nie. Tylko, że jeśli oni twierdzą, że muszą tyle wypoczywać, to powinni wiedzieć, że w Warszawie ratownik nie wysiada z karetki. I nikt jakoś nie mówi, że stwarza to ryzyko dla pacjenta, gdyż może być źle obsłużony. Nawet w Lublinie ten dwunastogodzinny dyżur jest prawie w całości wykorzystany.

 

W Lublinie są rzadziej kontrolowani...

Bo tam w zasadzie to nie ma kiedy kontrolować. Bo cały czas jeżdżą. A tutaj jest ponad 9 godzin wolnego czasu.

 

Nie ma Pan jednak zwyczaju kontrolować między 21 a 6 rano.

Kiedy powiedziałem o tym publicznie w mediach, miałem telefon od ojca chorego dziecka. Powiedział mi, że zaczyna się bać. Bo gdyby jego dziecko trzeba było o 2 w nocy przewieźć, to on nie ma pewności, czy o godzinie 23 karetka nie woziła kogoś z chorobą zakaźną. A w związku z tym, czy była prowadzona dezynfekcja. Tak to już jest, że punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Ucichłaby medialna wrzawa o mobbingu, gdyby nie daj Boże coś takiego przytrafiłoby się któremukolwiek z pacjentów. Wtedy pytano by, gdzie był nadzór.

 

Ale podobno budzi Pan pracowników o 6 rano?

Ach tak. Przychodzi pracodawca i budzi śpiącego pracownika. Łamie ciszę nocną. Pracownik się obraża...

 

Noc ma jednak swoje prawa....

Zdaje sobie z tego sprawę. Więc nie budzę o 4 tylko o 6. Po to, by człowiek ogarnął się, zrobił toaletę. By poszedł do karetki i zrobił to, czego w nocy nie zrobił. By uzupełnił dokumentację, leki, posprzątał, zdezynfekował i przekazał ambulans następcy. Tymczasem zwyczajem bywało, że wstawali przed 8 a sprzątać kazali tym, co przychodzili rano. A ja sobie na to nie pozwolę. A poza tym, z tym wypoczynkiem to delikatnie..

 

Do czego Pan zmierza?

Niektórzy pracę w pogotowiu traktują nie jako zajęcie główne a dodatkowe. Mają inne źródła utrzymania, dlatego muszą być wyspani. Weźmy tych trzech najbardziej medialnych. Pierwszy jest na etacie. Ale dodatkowo ma kilkadziesiąt hektarów ziemi ornej, więc to człowiek ciężkiej pracy. Ma trzy ciągniki, z czego dwa z klimatyzacją. Drugi też jest na etacie a dorabia sobie w firmie transportowej jako kierowca. Trzeci pracuje jeszcze w Łukowie i w Siedlcach. Oni muszą być tam wypoczęci. Ale tutaj mają szansę się wyspać. Jeszcze inny, jak przyjdzie na nocny dyżur, to od razu kładzie się spać. I teraz pytam się, czy takie sytuacje nie zagrażają bezpieczeństwu pacjentów? Czy tacy ludzie w ogóle powinni pracować w pogotowiu? No i wreszcie mobbingowani są od 2011 roku, ale jakoś wszyscy nadal pracują.

 

Czy to nie jednemu z tych mobbingowanych przydzielił Pan w ubiegłym roku 2,5 tysiąca bezzwrotnej zapomogi?

Tak. Zgadza się. Dostał te pieniądze z funduszu socjalnego. Z pewnością muszę go zatem bardzo mocno mobbingować...

 

A o co chodziło z tym łamaniem ciszy nocnej?

Zabawna sytuacja, która chyba tylko tutaj mogła się zdarzyć. Otóż jeden z ratowników z oburzeniem oświadczył kierowniczce, że dziś był dyrektor kilka minut po szóstej a cisza nocna przecież trwa do siódmej...

 

Jak Pan myśli, do czego dążą protestujący?

Chcą mnie usunąć ze stanowiska. A przy tym sami mobbingują tych, którzy się z nimi nie zgadzają. Nie wahają się nawet wykorzystywać ciężko chorych ludzi. Jednemu z chłopaków, który miał problemy psychiczne, przypisali, że jego schorzenia mają związek z mobbingiem z mojej strony. I mimo że powiedział im, żeby go w swoje sprawy nie mieszali, to publicznie to rozgłosili.

 

Ale jaki w tym cel?

Obiecują, że jak już mnie przepędzą ze stanowiska, to wrócą stare dobre czasy. Że jak już mnie nie będzie, to wszyscy będą sobie tylko jeździli te 2 godziny 40 minut, a resztę czasu będą leżeć i robić co im się chce. Że nikt nie będzie pisał żadnych wyjaśnień, skończą się też wszelkie kontrole. I że będą jeździć w tenisówkach, a nie w butach służbowych, bo się im nogi pocą. I niektórym się taka perspektywa bardzo podoba. Dlatego zakrzykują większość ludzi, którzy chcą normalnie pracować.

 

Czy to także z tych powodów przez półtora roku prześwietlał Pana wydział antykorupcyjny komendy wojewódzkiej policji?

Być może. Cztery lata temu złożone zostało tam bowiem na mnie zawiadomienie, z którego wynikało, że od pięciu lat daję premie tym, którzy mi wręczają łapówki. A premie miesięcznie przydzielam 120 a nawet 130 osobom. Wyobraża sobie pan, ile pieniędzy miałem nazbierać? Doszło do tego, że na pogotowiu pojawili się uzbrojeni funkcjonariusze, którzy zabezpieczyli 25 segregatorów z dokumentami. W sprawie przesłuchano aż 400 osób. Sprawdzono nawet moje wszystkie delegacje z pięciu lat wstecz. A jak byłem na wyjazdach w hotelach, to sprawdzano nawet, z kim za przeproszeniem nocowałem.

 

I co?

I nic. Jak Pan widzi, nie siedzę.

 

To wreszcie kto kogo mobbinguje? Pan swych pracowników? Czy oni Pana?

To ja czuje się zaszczuwany i mobbingowany. Jeśli nagranie, na którym ja mam kogoś obrażać, jest z 2011 roku, to jak to inaczej nazwać? Przecież z tego wynika, że oni mnie już od kilku lat prowokują i nagrywają. A na tym nagraniu ja odnoszę się wyłącznie do autora pomówienia mnie o korupcję. A nie do spraw związanych z pracą ratowników.

 

To co Pan tam o nim powiedział?

Oszołom. Że tylko oszołom mógł takie świństwo zrobić.

  • Albert

    Zgłoś

    Sprawa wydarzeń wokół pogotowia jest dalece bardziej ciekawsza, niż wielu się wydaje. Dostrzec można to przez pryzmat publikacji prasowych. Ukazują się one systematycznie, od co najmniej trzech tygodni. Są to przy tym elaboraty na całe strony gazetowe, zawsze jednostronne. A więc jest to pewnego rodzaju kampania medialna, strategia, a nie jedynie polityka czysto informacyjna. Niech z pola widzenia nie schodzą nam także względy polityczne, przy tzw. "mobbingu w stacji" kręci się kilku eksponowanych polityków, jest sejmik, prokuratura, PSL, możny senator. W tej sprawie jest ewidentnie drugie dno. Byłoby zatem dobrze dowiedzieć się kto tu zapodał nutę a kto stroi fortepian.

  • mieszkaniec

    Zgłoś

    Ratownicy chyba nie zdajecie sobie sprawy jak została obnażona prawda. Więcej pokory szacunku dla pacjenta bo podane przykłady są druzgocące. Napiszcie jak śpiąc na tapczanach można wyjechać w czasie do 60 sekund. Przecież nikt normalny w to nie uwierzy. To jet ten mobbing, w który tylko naiwny może uwierzyć. szkoda, że nie pracowaliście w innym zakładzie to byście naprawdę zrozumieli czym jest praca na nocnej zmianie.

  • pacient

    Zgłoś

    Dlaczego nie mówią ratownicy, że zawsze wyjeżdżają w ciągu 60 sekund do czego ich obligują przepisy. Dlaczego nie mówią, że mają złe warunki pracy ,sprzęt i karetki. Mówią o spaniu w pracy i kontrolach karetek. Cóż każdy z nas by sobie marzył o tapczanie w pracy. Niech pójdą na marsz godności, ci którzy w nocy mają 15 min.przerwy. W tych czasach na takim rynku pracy zarabiać powyżej 3600 zł. to jest chichot z tych którzy naprawdę pracują całą zmianę czy to w nocy czy w dzień w halach rozgrzanych maszynami bez klimatyzacji. Mówienie o braku godności kiedy się pracuje 2godz.40min. na 12 godzinną zmianę trąca makabrycznym żartem wobec tych , którzy ciężko pracują i wspomniana kwota wynagrodzenia jest tylko w swerze marzenia. Czyżby brakowało chętnych ratowników do pracy w bialskim pogotowiu. Czego żaden z nich się nie obraził i nie zrezygnował z pracy. Niech pójdą do firm prywatnych szybko się wyleczą z głupoty , która stała się ich udziałem.

  • xyz

    Zgłoś

    Poczytajcie o konsekwencjach Źródło podane pod artykułem Zatrudnieni zorganizowali pikietę pod zakładem,. Obowiązki pracodawcy wobec organizatorów tej akcji Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych daje pracownikom dwa narzędzia do manifestowania swoich poglądów i niezadowolenia. Pierwszy to strajk, czyli powstrzymanie się od wykonywania pracy. To najbardziej inwazyjna forma wywierania nacisku. Ponadto pracownicy mogą organizować tzw. akcje protestacyjne. Ustawa nie wskazuje, jaką formę mogą one przybierać. W praktyce są to najczęściej agitacje, demonstracje, wiece oraz właśnie pikiety. To, czy pracodawca ma prawo wyciągnąć konsekwencje wobec organizatorów lub uczestników pikiety, zależy od tego, czy została ona legalnie zorganizowana. Kiedy akcja jest legalna Legalna akcja protestacyjna musi spełniać trzy podstawowe wymogi wynikające z ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Przede wszystkim pikieta nie może zagrażać życiu lub zdrowiu. Niedopuszczalne jest także, aby powodowała przerwanie pracy, czyli nie wolno jej prowadzić w czasie pracy. Ten warunek odróżnia ją od strajku, który z definicji polega na zbiorowym powstrzymaniu się od wykonywania obowiązków. Ponadto pikieta musi dotyczyć obrony warunków pracy i płacy, świadczeń socjalnych lub praw i wolności związkowych. Niedozwolone jest, zatem jej wszczęcie w indywidualnych sprawach pracowniczych, takich jak żądanie przywrócenia do pracy czy wypłata określonego składnika wynagrodzenia. Po trzecie – i najważniejsze – można ją zorganizować dopiero po rokowaniach z pracodawcą i podpisaniu protokołu rozbieżności. Stąd wniosek, że pikieta rozpoczęta bez wszczęcia sporu zbiorowego jest nielegalna. Jednak w przeciwieństwie do strajku związki nie muszą przeprowadzać referendum o rozpoczęciu akcji ani uprzedzać władz firmy o swoich planach. Przepisy nie ograniczają liczby takich akcji. W czasie jednego sporu zbiorowego wolno więc przeprowadzić nawet kilka akcji protestacyjnych przybierających różne formy – od pikiet po wszelkiego rodzaju agitacje. Związki zawodowe mogą zorganizować także pikietę, która nie dotyczy oficjalnie warunków zatrudnienia załogi. Wówczas związek nie musi wszczynać wcześniej sporu zbiorowego. Ale taka akcja będzie musiała się odbyć zgodnie z wymogami prawa o zgromadzeniach >patrz ramka. Co grozi za zwołanie Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie wskazuje, jakie konsekwencje czekają uczestników nielegalnej pikiety. Nie znaczy to jednak, że ich nie ma. Nielegalną pikietę można porównać do nielegalnego strajku. W takim przypadku odpowiedzialność mogą ponosić zarówno organizatorzy, jak i bierni uczestnicy, ale zakres tego obciążenia może być różny. W pierwszej kolejności za organizację nielegalnej pikiety odpowiada jej organizator. Jego odpowiedzialność będzie najdalej idąca, bo może skutkować zarówno nałożeniem kar porządkowych, jak i nawet dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy. W wyroku z 5 lipca 2012 r. (I PK 58/12) Sąd Najwyższy uznał, że kierujący strajkiem ciężko narusza podstawowe obowiązki pracownicze w związku z organizacją lub kierowaniem nielegalnym strajkiem, nawet gdy nie miał świadomości nielegalności akcji strajkowej. U szeregowego pracownika trzeba badać, czy przystępując do takiej pikiety, wiedział, że jest nielegalna. Udział biernych uczestników strajku jest ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych, jeżeli mieli oni pełną świadomość bezprawności swojego postępowania i mimo otrzymywanych ostrzeżeń i wezwań do zaniechania dalszego udziału w strajku go kontynuowali (wyrok SN z 18 marca 1992 r., I PRN 11/92). Jeśli pracownik nie wiedział, że strajk lub pikieta są nielegalne, ryzykowne jest dyscyplinarne zwolnienie. W wyroku z 5 lipca 2012 r. (I PK 58/12) SN uznał, że uczestnictwo pracownika w nielegalnym strajku nie jest ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków, jeżeli przystąpił do niego w subiektywnym przekonaniu o jego legalności. W związku z tym szeregowego pracownika można ewentualnie ukarać upomnieniem albo naganą, uznając, że udział w nielegalnej pikiecie jest nieprzestrzeganiem ustalonej organizacji pracy. Dodatkowo jeżeli pikieta ma charakter zgromadzenia, organizator musi pamiętać, że naruszenie przepisów o organizacji zgromadzeń grozi odpowiedzialnością karną. Osoba, które zwoła zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia albo mu przewodniczy, popełnia wykroczenie i podlega grzywnie. Publiczne wyrażenie stanowiska Zgromadzeniem jest zgrupowanie osób na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób we wskazanym miejscu w celu odbycia wspólnych obrad lub wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych. Organizator zgromadzenia musi zawiadomić o nim organ gminy nie później niż sześć dni i nie wcześniej niż 30 dni przed datą jego zorganizowania. W zawiadomieniu podaje m.in. swoje dane, cel zgromadzenia i wskazuje sprawy publiczne, których ma dotyczyć, oraz liczbę uczestników. Gmina może sprzeciwić się odbyciu zgromadzenia, jeśli jego cel narusza wolność pokojowego zebrania się, zasady organizowania zgromadzeń albo przepisy karne. Ma też prawo nie zgodzić się, jeżeli zgromadzenie może zagrażać życiu, zdrowiu albo mieniu. Jeśli organ gminy sprzeciwi się pikiecie, bo np. zagraża życiu i zdrowiu, organizator może odwołać się od tego bezpośrednio do sądu w ciągu 24 godzin. Ten utrzymuje decyzję gminy w mocy albo nakazuje jej zmianę. © Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone Żródło: Rzeczpospolita
    0

  • gość

    Zgłoś

    Jeśli autorytetem jest fidura to zazdroszczę moim kolegom poczucia chumoru. Będąc w gotowości do wyjazdu wykonują nerwowo telefony. Może ktoś sprawdzi ile czasu poświęcili na prywatne rozmowy w pracy. Może to też odpowiednie służby sprawdzą.

  • Ernest

    Zgłoś

    Prawda jest taka że teraz to pewna grupa zbuntowanych ratowników zastrasza swoich kolegów wydzwaniając i zmuszając ich do uczestniczenia w pikietach ,marszu godności itp.Pan Dyrektor Roman Filip zapewnił swoim pracownikom bardzo dobre warunki pracy,ratownicy medyczni mają nowe karetki,sprzęt tylko nie potrafią tego docenić. Co by nie zrobił oni będą wiecznie niezadowoleni,kontrole karetek nie podobają się panom ratownikom bo to jest mobinng. Oni nie wiedzą co to słowo znaczy.Teraz to oni sami siebie mobinngują a nie Pan Dyrektor ich i nigdy tego nie robił.Jest bardzo dobrym pracodawcą i wielu innych ludzi chciałoby mieć takiego Dyrektora.Panowie jeżeli nie podoba Wam się praca w Pogotowiu w Białej Podlaskiej czas najwyższy zmienić ją i zatrudnić się tam gdzie jest lepiej np.w Warszawie .Zastanówcie się nad sobą czego wy tak naprawdę chcecie- za dobrze macie więc przewraca wam się w głowach od dobrobytu.

  • Karol

    W odpowiedzi na: Ernest Zgłoś

    Gdzieś tam przeczytałem , że Pan Fidura mówił , że dyrektor mobinguje ratowników przez kontrole a dzisiaj w Echu czytam wręcz przeciwnego , że on rozumie że kontrole muszą być. Czegoś ja tu nie rozumie sam sobie zaprzecza. Czlowieku zastanów się co ty chcesz

  • Pacjent

    Zgłoś

    Musiałem niedawno skorzystać z pogotowia i przyjechali bardzo szybko. To dzięki temu, że ratownicy są mobingowani czy przeciwnie?

  • Tomasz

    Zgłoś

    Widzę Panie Fidura ,że miękniemy.:) Myślał Pan , że ktokolwiek da się zastraszyć?? Nie będzie zamieszczał swoich opinii i przemyśleń??Bo Pan tak sobie życzy? Otóż to nie jest koncert życzeń. Pan chce moje dane? Przecież to Pan we wpisie sugerował , że zaraz sprawdzi , ujawni...itd. Żałosne :(

  • pacjent

    W odpowiedzi na: Tomasz Zgłoś

    Kto to ten Pan Fidura? Jak czytam to ma bardzo dużo do powiedzenia.

  • Tomasz

    Zgłoś

    Tak Panie Fidura, czekam z niecierpliwością. Tylko kiedy to nastąpi ???Pytam Pana po raz trzeci , kiedy będzie u mnie Pan prokurator???

  • Mariusz Fidura

    W odpowiedzi na: Tomasz Zgłoś

    Nie wiem z kim mam prawo do dyskutowania ponieważ nick Tomasz jak mówiłem o nikim nie świadczy myślę że wiem z kim mam do czynienia i w najbliższym czasie Pan zbierze dokumentację na temat. Mobbingu przez Pana w stacji Radzyń Podlaski i Białej Podlaskiej na poczet grafików. Dziękuje że nie przekłamywał Pan mojego nazwiska.
    Jeszcze raz proszę o imiona i nazwiska ludzi wypowiadających się

  • Tomasz

    Zgłoś

    Skoro posty publikowane anonimowo są nie ważne to proszę złożyć skargę w książce skarg i zażaleń oraz sugeruję napisać w tej sprawie do Premiera. To kiedy Pan prokurator mnie odwiedzi? I kiedy mnie Pan zidentyfikuję, bo tracę cierpliwość :)

  • Mariusz Fidura

    W odpowiedzi na: Tomasz Zgłoś

    Świetnie mam nadzieję, że to Pana właściwie imię i Pan się nie sprzeciwia o ochronie danych osobowych wiec możemy spojrzeć z kąd Pan jest i jakiew iadomści Pan wyciągał na forum publiczne?

  • Mariusz Fidura

    Zgłoś

    Jeszcze raz Pan zniekształci moje nazwisko to podam Pana do sądu, mając dane osobowe na portalach. A posty robione pod względem nas powinny być nie anonimowe lecz od ludzi którzy mają własne zdanie na ten temat mogą się ujawnić z Imienia i Nazwiska. Jeśli ktoś wypowiada się w tej kwestii anonimowo to jego wypowiedzi są bezsensowne i nie mają znaczenia. Przypominam, że anonimowe wypowiedzi mogą być zgłoszone do prokuratury pod względem oczerniania drugiej osoby lub placówki. Adresy IP są sprawdzane pod względem przekazywania danych w sposób naruszający wolność obywatela co do przekonań i wypowiedzi.

  • Tomasz

    Zgłoś

    Panie Figura proszę nie zastraszać forumowiczów. Identyfikować to Pan możesz swoje gacie jak będą wisiały na balkonie u sąsiada. Adres IP pozyskany przez wymiar sprawiedliwości wskazuje tylko osobę na którą zarejestrowany jest komputer ( w uproszczeniu, żeby Pan zrozumiał), a nie wskazuje osoby która napisała ten czy inny komentarz. Komputer może być używany przez nieskończenie wiele osób i udowodnienie kto w danym momencie cokolwiek zamieścił jest praktycznie niemożliwe, chyba żeby dana osoba po prostu się przyznała. No , więc Panie Figura czekam na Pana prokuratora i jakoś nie mogę się doczekać, a niedługo wyjeżdżam na dawno zaplanowany urlop. I kiedy mogę się doczekać mojej identyfikacji ? Pozdrawiam wszystkich forumowiczów. Nie dajcie się takim Panom zastraszyć.

  • Mariusz Fidura

    W odpowiedzi na: Tomasz Zgłoś

    Poproszę o Pana dane osobowe, żeby nam ułatwić cel Pana wypowiedzi. Chętnie się z Panem spotkamy

  • Tomasz

    W odpowiedzi na: Mariusz Fidura Zgłoś

    To proszę się skontaktować z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, może się z Panem spotkają, wysłuchają, przekażą moje dane osobowe a nawet wyjaśnią kontekst moich wypowiedzi.;) .Pozdrawiam

  • Mariusz Fidura

    W odpowiedzi na: Tomasz Zgłoś

    Jeśli jeszcze jeden raz Pan moje nazwisko zniekształci to Pana podam do sądu

  • Mariusz Fidura

    W odpowiedzi na: Tomasz Zgłoś

    Wie Pan Panie Tomaszu bez nazwiska ja tylko przypominam, że za podawanie bezsensownych danych grozi do pięciu lat pozbawienia wolności

  • Mariusz Fidura

    Zgłoś

    Proszę wszystkich tak wielkiego serca o wpisywanie się nie ani-mowo lecz z imienia i nazwiska, skoro wiecie wszyscy więcej o zaistniałej sytuacji niż sami pracownicy pogotowia. Adresy IP są już sprawdzane pod względem państwa wypowiedzi i celów. Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z konsekwencji jakie wam za to grożą. Podszywanie się z jednego komputera wieloma nickami grozi pociągnięciu za sobą KARY i zgłoszeniu do prokuratury. Więc zachęcam o więcej postów.

  • trol

    Zgłoś

    Podobno ma być nowy zastępca dyrektora lub nawet dyrektor szpitala w Radzyniu? czy ktoś coś słyszał coś w tym temacie?

  • emeryt

    Zgłoś

    Jeśli ktoś nie wywiązuje się z obowiązków określonych przepisami, które są po to żeby zwiększyć szansę przeżycia osób potrzebujących, powinien natychmiast się zwolnić albo być wyrzuconym. Widzę ,że najważniejsza jest godność i nietykalność ratownika, a gdzie jest godność nasza pacjentów. Jakoś tego na protestach nie widać. Dobrze, że ten wywiad pokazał nam drugą stronę medalu, wypoczętych , obrażonych ratowników, że muszą wyjeżdżać do pacjentów. Gdyby na pikietę przyszli pacjenci, a szczególnie ci których nie ma , wtedy usłyszelibyście prawdę. Panowie ratownicy pozbądźcie się pychy, trochę więcej pokory, taka wasza misja i ciężka praca i ptrzestancie się obrażać jak ktoś mówi wam prawdę. Więcej szacunku do potrzebujących. Natomiast wszyscy nadzorujący wymagać rzetelnej pracy toż wy jak i ratownicy jesteście utrzymywani z naszych składek.

  • Mariusz Fidura

    W odpowiedzi na: emeryt Zgłoś

    Proszę wszystkich tak wielkiego serca o wpisywanie się nie ani-mowo lecz z imienia i nazwiska, skoro wiecie wszyscy więcej o zaistniałej sytuacji niż sami pracownicy pogotowia. Adresy IP są już sprawdzane pod względem państwa wypowiedzi i celów. Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z konsekwencji jakie wam za to grożą. Podszywanie się z jednego komputera wieloma nickami grozi pociągnięciu za sobą KARY i zgłoszeniu do prokuratury. Więc zachęcam o więcej postów.

  • gość

    Zgłoś

    To dyrektor pogotowia mobbinguje pracowników dając im bezzwrotne zapomogi - 2 500 zł. Tego jeszcze nie było. Ale jaja. A to może oni jego mobbigują, że tak mało. Ale jaja.

  • pacjent

    Zgłoś

    Jeśli ratownicy piszą, że ich praca to służba to w każdej służbie jest wymagana wręcz żelazna dyscyplina. A wymaganie tego przez dyrektora to według nich to mobbing. Pora to zrozumieć. Kto był w wojsku to wie. szkoda nas ogłupiać warto się zastanowić co się pisze. Zachowania niektórych mówiąc delikatnie -mają wiele do życzenia.

  • obserwator

    Zgłoś

    Jak są zestresowani to najlepiej widać przed budynkiem dyspozytorni o godz.8 na przełomie zdań. Kto posłucha tych gromkich śmiechów i ostrych słów będzie miał wyrobioną opinię lepiej jeszcze niż z tego wywiadu.Taka jest rzeczywistość zakłamani chłopcy.

  • pielęgniarz

    Zgłoś

    Dorwali się do wpisu ci z białej. Mając 9 godzin leżenia piszą sobie listy pochwalne z przepracowania. w jakiej pracy jest czas, żeby pisać. Uważacie, że ten wywiad jest nieobiektywny tylko te głupoty które opowiadaliście pod publiczkę winny się ukazać waszym zdaniem. Dla bezstronnych a takimi są pacjenci to wypunktowanie jest jak najbardziej potrzebne. Obnażyliście się tymi swoimi działaniami i teraz społeczeństwo wie , że w minutę macie wyjechać, a śpiąc dla każdego normalnego jest wiadome, że to możliwe nie jest. Każdy rozsądny by w tym temacie milczał, a wam się wydaje że społeczność w wasze wypowiedzi uwierzy.

  • rrr

    Zgłoś

    Ten 'wywiad" przykładem obiektywnego dziennikarstwa to raczej nie jest... Ale cóż najważniejsze, że pana dyrektora ktoś wreszcie posłuchał... A pieniądze nie śmierdzą, prawda panie "redaktorze".

  • Biedny

    Zgłoś

    Praca w pogotowiu to służba a w każdej służbie nie liczy się czasu rzeczywistej pracy tylko liczy się czas sluzby. Pan dyrektor nie płaci ratownikowi za 2godz 40 minut tylko za 12 godz służby. Za każdą godzinę służby jest odpowiednia stawka, ratownik nie idzie do domu po 2godz i 40 minutach . Praca na służbie to praca w ciągłym napięciu i stresie w oczekiwaniu na to co może się za chwile wydarzyc, to obciążenie psychiczne i emocjonalne mogą wytrzymać tylko osoby predystynowane do tego zawodu. Szkoda ze pan dyrektor nie ma o pracy ratownika zielonego pojęcia mimo że zarządza firma tak długo. Wyliczanie czasu rzeczywistej pracy ratownika i wykorzystywanie tego przeciw niemu jest szczytem bezmyślności i arogancji ze strony pana dyrektora.

  • Anna

    W odpowiedzi na: Biedny Zgłoś

    Do chorego ojca wzywalam pogotowie ponad 2 godziny,przy cisnieniu 250/173.kazdy wie co to znaczy.wKoncu na piechote pobieglam z ul.Sitnickiej ,aby zmusic do wyjazdu do chorego.A tam trwala impreza imieninowa,czesc osob ogladala Tv lub spala .Szokiem bylo to ,jak tam weszlam.
    Kazda oraca jest stresowa.Kazdy ratownik wie ,na co sie decyduje.Wiec niech nie lezy brzuchem do gory,tylko pomaga tak,jakby to byl ktos z jego rodziny.Skonczyly sie czasy ze czy sie spi,czy sie lezy -2 tysiace sie nalezy.Do roboty,albo wynocha i koniec.pracuj neden z druhim na swoj rachunek,to wtedy zobaczysz ,ile bedziesz spal dziennie.W tym zawodzie nie ma miejsca dla leni. Tu ma byc dyscyplina najwyzszego stopnia.koniec
    Jestem za dyrektorem.koniec z bylejactwem ,bo TO JEST ZYCIE NASZE I NASZYCH NAJBLIZSZYCH.

  • Robert

    W odpowiedzi na: Anna Zgłoś

    Droga Pani. Czytała Pani wywiad z panem dyrektorem? Karetka musi wyjechać do 2 minut i tak jest w całej polsce!!Wszystkie czasy takie jak:wyjazd do pacjenta,u pacjenta,wyjazd do szpitala....są rejestrowane w systemie.Nie wyobrażam sobie 2 godzin oczekiwania!!Chyba że brak jest zespołu bo pojechał do wezwania typu "świąd odbytu od tygodnia"!A imieninki czy "imprezka" na stacji "Pogotowia" skończyły się wraz z komuną.Jakieś bzdury Pani opowiada! Pracuję w systemie więc z palca sobie tego nie wyssałem! Proponuję odwiedzić najbliższą Stację Ratownictwa Medycznego i zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje!Pracownicy chętnie opowiedzą!

  • Biedny

    W odpowiedzi na: Anna Zgłoś

    Kobieto nie pisz bzdur, wyjeżdżamy do każdego pacjenta najpóźniej w 2 minuty, opóźnienie może być spowodowane brakiem karetki w stacji które są już u pacjentów , zdarzenie o którym piszesz mogło mieć miejsce 30 lat temu nie teraz więc nie pisz bzdur

  • Irmina

    W odpowiedzi na: Biedny Zgłoś

    Co Pan za bzdury wypisuje każda praca w dzisiejszych czasach jest w stresie i napięciu przez co najmniej 8 godzin, a nikt nie pozwoli się kłaść spać i odpoczywać po 2 ,5 godzinach czynnej pracy. Czy Pan się orientuje jakie są realia życia?! proponuję Panu zmianę pracy skoro jest Pan nieszczęśliwy, dlaczego Pan się tam tak bardzo męczy i utrudnia komuś życie????

  • Robert

    W odpowiedzi na: Irmina Zgłoś

    Proponuję podzielić się rzetelną informacją ile Pani zarabia za ten swój stres!

  • Pokorny

    W odpowiedzi na: Irmina Zgłoś

    Może i w każdej pracy jest stres i napięcie, ale w tej akurat jest odpowiedzialność za ludzkie życie i baaaardzo poważne konsekwencje za błąd. Policjant po akcji gdzie jest zgon lub drastyczny wypadek, ma do dyspozycji psychologa, a ratownik może co najwyżej porozmawiać z kolegą. Takie są realia nikogo nie interesuje ratownik, jego psychika. Więc " koleżanko " przestań pisać te bzdety, bo nie wiesz co to znaczy odpowiedzialność za życie drugiego człowieka! I nikt nie śpi tylko odpoczywa, a to różnica.

  • Irmina

    Zgłoś

    A od kiedy do pracy idzie się spać przecież tak nigdzie nie ma??? Czy wam ludzie już całkiem poprzewracało się w głowie. To wy będziecie zaszczuwać swojego dyrektora, bo wam nie pasuje , bo od was czegoś wymaga?! To straszne, co z was za ludzie?!

  • Realista

    W odpowiedzi na: Irmina Zgłoś

    Co on może wymagać jak nie ma zielonego pojęcia o ratownictwie. Bilans ma się zgadzać na koniec roku, bo premia będzie. Jak jest zysk w pogotowiu to stracił pacjent, a mówi się o dobrze pacjenta. O czym dziewcze piszesz. Zmień pieluchę i spać!

  • Zenek

    Zgłoś

    Wow widzę ze pan ,,redaktor" sporo wie o pogotowiu, nawet pytania układa z tezą, ,,WYWIAD" przeprowadzony z dyrektorem na specjalne zamówienie niestety nijak się ma do faktów. Cóż grunt się pali pod nogami to się chwyta różnych manipulacji. Jednego nie mogę przeboleć , jak ratownik pracujący na etacie może mieć trzy traktory z czego dwa z klimatyzacją ? Jak to jest możliwe ?

  • zen

    Zgłoś

    Brawo Panie FILIP... juz sie gubisz. Ale na kłamstwie i obracaniu sytuacji daleko nie zajedziesz. To nie chodzi o warunki wypoczynku tylko przede wszystkim o człowieczęstwo z Pana strony. ps:dobry wywiad, ciekawe ile kosztował- no ale się wpisze w koszty.

  • zen

    Zgłoś

    Brawo Panie FILIP... juz sie gubisz. Ale na kłamstwie i obracaniu sytuacji daleko nie zajedziesz. To nie chodzi o warunki wypoczynku tylko przede wszystkim o człowieczęstwo z Pana strony. ps:dobry wywiad, ciekawe ile kosztował- no ale się wpisze w koszty.

  • gość

    Zgłoś

    Dlaczego nie narzekają ratownicy na sprzęt,karetki, brak leków, warunki socjalne tylko na tapczany nie wygodne, budzenie w pracy i buty. Te 9 godzin leżenia na zmianie chyba wam zaszkodziło. Zapytajcie innych jak odpoczywają na nocnej zmianie.

  • Ratownik

    W odpowiedzi na: gość Zgłoś

    Niech dyrektor zrobi statystykę ile pracuje się na poszczególnych podstacjach, a nie ogólnie i zobaczymy gdzie najwięcej "leżą" ratownicy. I dopiero wtedy się okaże. Jakieś śmieszne statystyki ile razy ratownik był kontrolowany. ile było kontroli w białej, a ile w rejonach może niech powie. Człowiek nie powinien być dyrektorem a statystykiem, bo to mu dobrze wychodzi, choć nie do końca.

  • Pacjent

    W odpowiedzi na: gość Zgłoś

    Zapytajcie " lekarzy" jak odpoczywają. W Służbowej pościeli codziennie nowej (czystej) i majteczkach w indywidualnych pokoikach z TV, a ratownicy nawet obuwia nie mogą zdjąć w 30 stopniowe gorące dni.

  • z Radzynia

    Zgłoś

    Włos się jeży na głowie. Mam nadzieję, że w Radzyniu takiej patologii w oddziale ratowniczym nie ma. Ratownik medyczny, tak jak lekarz, musi być na bieżąco, musi się dokształcać. Przecież w ich rękach jest życie pacjenta.
    Panie Dyrektorze życzę Panu powodzenia.

  • Pacjent

    W odpowiedzi na: z Radzynia Zgłoś

    I dokształca się. W ciągu pięciu lat musi zrobić kursy specjalistyczne i uzyskać 200 punktów edukacyjnych, kursy kończą się egzaminami. Nie zdobycie punktów wiąże się z utratą pracy, a z tego co mówi "pan" Roman Filip z tego powodu nikogo jeszcze nie zwolnił, więc kadra jak najbardziej wyszkolona i na bieżąco. Lekarze mają obowiązek kształcenia się, ale z tym jest różnie, nikt ich z tego nie rozlicza. Jak ktoś nie wie jak to funkcjonuje nie powinien się wypowiadać. Współczuję wam chłopaki że rządzi wami osoba która nie ma w ogóle pojęcia o Ratownictwie medycznym. Walczcie o swoje !!! POWODZENIA !!!

  • gość

    Zgłoś

    Nie róbcie ludziom wody z mózgu. Zespół podstawowy to zgodnie z ustawą dwuosobowy. Co chciałbyś 4-osobowy i pielęgniarka. Widać jakie miernoty zabierają głos co się boją jeździć w zespole 2-osobowym. Znowu się sami punktujecie..Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć. Mocni z tym problemów nie mają i nie piszą głupot.

  • Robert

    W odpowiedzi na: gość Zgłoś

    Oj synku chciałbym zobaczyć jaki ty jesteś mocny!!

  • Mocny

    W odpowiedzi na: gość Zgłoś

    Ustawa ustawą, to mocarzu napisz jak to się ma do standardów postępowania w urazie miednicy? Widać żeś z kursów nic nie wyniósł. Widać że jesteś z Radzynia tam mieszka "pan" dyrektor i jego ogonek i jeździsz w trzy osoby. Napisz ile masz stażu i doświadczenia dzieciaku. Nie życzę Ci żeby do Ciebie przyjechał taki mocny dwu osobowy zespół ja TY.

  • ratownik

    Zgłoś

    Te numery robią z Białej. Zastraszyli znaczną część dobrze pracujących. W Radzyniu. praktycznie nie ma problemu. Doprowadzą do tego, że znikną tapczany i w nocy będziemy się zbierali w ciągu minuty. Umiejętności pracowników z kolumny znamy i lepiej nie rozdmu****cie tego tematu. Natomiast z obsadą i z innymi przepisami to gdyby naruszył to ci z Białej byliby dawno w prokuraturze. Kontraktowych załatwili, że hej. Z lekami proponuję ostrożnie. Najpierw naucz się podawać, bo jak dojdzie do kontroli to będziesz krzyczał, że to mobbing. Aż się wierzyć nie chce, że 4 co mają jak widać wiele za uszami wmanewrowali wielu naiwnych i młodych przestraszonych, a może to taka "fala" u ratowników, ale to pachnie patologią jeśli to prawda.

  • paclent

    Zgłoś

    Dostrzegam ze "pan" Roman Filip tym artykułem chce sie wybielic.

  • rysiek

    Zgłoś

    znam romana ze strony zawodowej i prywatnej i wiem ze to niezły troglodyta jest ale w tym przypadku wydaje mi sie ze racja jest po jego stronie.

  • paclent

    W odpowiedzi na: rysiek Zgłoś

    Caly czas mowi " dla dobra pacjenta " to na czym i na kim on oszczedza?

  • do kubusia

    Zgłoś

    po prostu odpowiedz punkt po punkcie na zarzuty które stawia wam dyrektor w artykule, jesli sa one nieprawdziwe to trzeba zrobic tak jak napisałem wczesniej, jesli nie i jest prawda co mówi filip to powinniscie sie spalic ze wstydu

  • do kubusia

    Zgłoś

    jesli filip lze to do prokuratury go a jesli nie to dawajcie argumenty ze jest zle bo wypunktował was dokumentnie ze zle to jest wam a nie pacjentom

  • Kubuś

    W odpowiedzi na: do kubusia Zgłoś

    Pacjentom nic nie grozi bo czuwają nad nimi na prawdę dobrzy ratownicy medyczni w każdej stacji i punkcie wyczekiwania. Zakładając że macie cztero osobowe rodziny i w wypadku są nieprzytomne 2 z nich a czas odjazdu 2 i 3 karetki to min 25 min to wolicie 3 osobowy zespół czy 2 osobowy bo takie teraz są. Jestem Ratownikiem bo jest to moja pasją po prostu lubię to robić. Ale chce być przy tym traktowany godnie i nie będę tu punktował tych bredni. Jak można mówić ludziom ze pracuje 2 godz. 40 min. jak w samej białej przypada średnio 5 wyjazdów w ciągu dnia na każdą karetkę 1 godz. 30 min średnio każdy wyjazd.

  • o k***a

    Zgłoś

    Jak przeczytałem ten wywiad to aż się włos na głowie jeży, inne media podają racje drugiej strony i robią wielkie halo a z tekstu wynika że jest całkiem inaczej i temu gostkowi muszę przyznać racje że trochę kagańca tym ratownikom założył bo to co mówi to woła o pomstę do nieba co oni wyprawiają

  • Kubuś

    W odpowiedzi na: o k***a Zgłoś

    Wiesz jak mówi o nas ten pan?! Oszołomy menele. Nazywa nas anlfabetami ekonomicznymi, którzy chcą przejadac swoje pensje itp itd. Moja sprawa co robię ze swoją pensją. Chcesz coś wiedzieć pytaj odpowiem

  • rezydent

    Zgłoś

    Jest prawda i gowno prawda pozostawiam do myslenia

  • pacjent

    Zgłoś

    Brawo Filip! trzymaj krótko to towarzystwo bo od tego zależy życie i zdrowie wielu ludzzi, pacjenci są z tobą!

  • Kubuś

    W odpowiedzi na: pacjent Zgłoś

    Dla dobra zdrowia i życia ludzi jak to mówi ten pan zostały zmniejszone obsady karetek, a leki z rozporządzenia ministra zdrowia dla zespołów podstawowych które weszło w życie w połowie mają dotąd nie zostały uzupełnione. Wszystko dla dobra pacjenta. Drogi pacjencie. Chcesz więcej szczegółów pytaj.

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Radzyń Podlaski

Redaktor prowadzący - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

Biała Podlaska

Redaktor prowadzący - Marcin Kozarski

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-825

Parczew

Redaktor prowadzący - Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Współpraca:

Małgorzata Brodowska (dziennikarz)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin