O janowskich arabach, pisarskiej pasji, miłości do nadbużańskiego krajobrazu i marzeniach o filmowej wersji pierwszej powieści, z pisarką Ewą Bagłaj rozmawia Małgorzata Brodowska

 

Skąd pomysł na książkę o Marku Treli?

 

Pomysł przyszedł mi do głowy po którymś z międzynarodowych sukcesów klaczy Pianissimy, wyhodowanej pod kierunkiem Marka Treli w janowskiej stadninie. Chyba było to w 2013 roku, kiedy została pierwszą w dziejach Platynową Czempionką Świata w Paryżu. To był wielki triumf polskiej hodowli. Pianissima wygrywała zresztą jednogłośnie każdy z pokazów, w jakim startowała i została okrzyknięta nowym wzorcem tej rasy, takim „wzorcem metra” w odniesieniu do konia arabskiego. Wielu miłośników koni zadawało sobie wtedy pytanie, jak zostaje się hodowcą legendy, ja także. Chciałam przeczytać biografię człowieka, któremu się to udało, ale takiej książki nie było. Nie czułam się jednak na tyle pewnie, aby zaproponować, że to ja ją napiszę. Dopiero nagłe odwołanie z pracy trojga specjalistów, którzy kierowali państwowymi stadninami, w tym Marka Treli, wyzwoliło potrzebną determinację.

 

Jak długo pani pracowała nad tą biografią?

 

Po uzyskaniu zgody przyszłego bohatera książki i po serii rozmów, w ciągu kilku miesięcy powstała ta opowieść.

 

Jak w trakcie powstawania książki współpracowało się pani z panem Markiem? Jak go pani odbiera jako człowieka, miłośnika koni?

 

Miałam ogromną tremę, jak podołam tematowi, ale sama współpraca układała się dobrze. Widząc, jak pan Trela szanuje czas własny i drugiego człowieka, jaką ma pasję do koni oraz wiedzę hodowlaną, a także ekonomiczną i marketingową, mogłam sobie wyobrazić, w jaki sposób dzień po dniu doprowadził stadninę do stanu, w jakim zostawił ją odchodząc z pracy.

 

Do kogo adresowana jest książka "Marek Trela. Moje konie, moje życie"? Do koniarzy? Osób zainteresowanych kulisami nagłego, niezrozumiałego dla wielu, odwołania go z funkcji dyrektora stadniny koni w Janowie Podlaskim? Bo zapewne ten wątek także jest poruszany?

 

Dla jednych i drugich. Ale też dla miłośników naszego regionu i jego historii, bo sięgam wstecz do czasu założenia tej pierwszej na ziemiach polskich państwowej stadniny i przywołuję jej wojenne losy. Kilka razy traciliśmy stado arabów niemal doszczętnie, ale za każdym razem udawało się je odbudować i rozwinąć. A to dzięki sztafecie wybitnych fachowców, którzy od paru wieków przekazywali pałeczkę w hodowli wyszkolonym przez siebie następcom. Nawet Niemcy, kiedy podczas okupacji zajęli stadninę i traktowali ją już jako swoją własność, dla dobra hodowli pozostawili w niej polskie kierownictwo, tak cenili wiedzę i doświadczenie. Ten zwyczaj dopiero ostatnio został gwałtownie przerwany, co wywołało zrozumiały niepokój o dalsze losy hodowli.

 

Zapewne poznała pani tę sprawę od podszewki. Czy uważa pani, że tzw. "dobra zmiana" wyrządziła wielką krzywdę panu Markowi Treli oraz stadninie odwołując go z funkcji dyrektora?

 

Tak. Odwołaniem, ale też sposobem, w jaki to przeprowadzono oraz późniejszymi oskarżeniami, które okazały się nieprawdziwe, jak np. podejrzenie o trucie koni. To wszystko poważnie zachwiało reputacją naszej hodowli za granicą. A ostatnia aukcja przepełniła czarę goryczy, Pride of Poland przestała kojarzyć się z uczciwą licytacją. Prestiż i wartość ekonomiczną polskiej marki koni, dotąd uważanej za najlepszą na świecie, będzie teraz bardzo trudno odbudować. Druga sprawa to decyzje hodowlane, umiejętne kojarzenie ze sobą osobników, wybór i sprowadzanie ogierów z zagranicy, a także promocja naszych arabów przez sukcesy na światowych czempionatach. Hodowla koni arabskich tej klasy to wysoce specjalistyczna dziedzina, nie da się jej opanować z pominięciem lat praktyki.

 IMG 2053 wynik

 

 

Wróćmy do początków pani twórczości literackiej. Od kiedy pasjonowało panią pisanie?

 

Lubiłam pisać, odkąd pamiętam. Od dzieciństwa czytałam też dużo książek. Bohaterka jednej z tych powieści, „Emilka z Księżycowego Nowiu” Lucy Maud Montgomery, marzyła o tym, żeby zostać pisarką, kiedy dorośnie. Spodobało mi się to i postanowiłam też spróbować.

 

W jakich okolicznościach powstała pierwsza powieść "Broszka"?

 

Napisałam ją w czasie wakacji, po pierwszym roku studiów polonistycznych. Akcję umieściłam w swoim rodzinnym regionie, czyli na południowym Podlasiu. Dużą rolę odgrywa stadnina w Kostomłotach nad Bugiem, wzorowana na istniejącym naprawdę ośrodku jeździeckim pana Eugeniusza Kuprysia.

 

Kontynuacja losów głównej bohaterki w "Dublerce" i "Prymusce" to efekt sukcesu pierwszej powieści czy od początku planowała pani, że będą dalsze części?

 

O ile pamiętam, na początku nie planowałam kontynuacji. Ale po napisaniu pierwszego tomu, ale jeszcze przed opublikowaniem go, rozmyślałam o dalszych losach bohaterki i zaczęłam układać je w nową powieść.

 

Czy spodziewała się pani tak dobrego odbioru tych i innych pani książek?

 

Pisałam od początku z zamiarem publikowania, jeśli uda się znaleźć wydawcę, więc na pewno chciałam, aby te książki znalazły swoich czytelników. Ale nie lubię oceniać w takich kategoriach. Bo co ma być wyznacznikiem dobrego odbioru? Dla mnie ważniejsze od rozgłosu wokół książki jest jej ciche oddziaływanie, to, że tekst trafia akurat do kogoś, komu jest w jakiś sposób potrzebny. Nawet jeśli będzie to jedna osoba na sto spośród tych, które zetknęły się z danym tytułem.

 

Książka "Słoneczna dziewczyna" to opowieść o matce aktora Daniela Olbrychskiego, Klementynie Sołonowicz - Olbrychskiej. Co skłoniło panią do podjęcia tego tematu?

 

Przypadek, który trafił na podatny grunt. Będąc w Drohiczynie, usłyszałam o nauczycielce i pisarce z tego miasteczka od osób, które chciały ocalić pamięć o niej, spisując opowieści dawnych wychowanków. Miejscowa biblioteka przyjęła imię Klementyny Sołonowicz-Olbrychskiej i chciała stworzyć taki zbiór wspomnień. Poproszono mnie o przeprowadzenie rozmów z tymi osobami. Gdy zagłębiłam się w temat, zaraziłam się entuzjazmem do tego stopnia, że postanowiłam zrobić coś więcej. Napisać książkę.

 

Czy trudniej pracuje się nad biografią, gdzie trzeba zebrać wszelkie dostępne dokumenty i informacje na temat opisywanej osoby, czy nad powieścią, której fabuła od początku do końca jest wymyślona?

 

Obie formy są trudne, choć każda w inny sposób. Największym wyzwaniem jest dla mnie uchwycenie prawdy. Czyli faktów w przypadku biografii. A w powieściach fabularnych takiego prawdopodobieństwa akcji czy postaci, żeby czytelnik mógł się zanurzyć w tym wymyślonym świecie i przeżywać go jak prawdziwy.

 

Jest pani miłośniczką koni i tę miłość przelewa na kartach swoich książek. Skąd wzięła się ta "końska" pasja?

 

Urodziłam się z zamiłowaniem do tych zwierząt, ale lubię też psy, koty.

 

Nie tylko konie, ale i nadbużańska przyroda jest uwieczniona w pani powieściach. Fabuła umiejscowiona jest w konkretnych, rzeczywistych miejscowościach. To miłość do swojej małej ojczyzny?

 

Pewnie jest to też rodzaj powinności wobec ziemi, na której się wyrosło, a która nie jest zbyt często reprezentowana w literaturze. Odczuwam chęć odmalowania słowem piękna nadbużańskiego krajobrazu i takich miejsc, jak choćby janowska stadnina.

 

Powraca pani do tej małej ojczyzny często, do swojego rodzinnego Terespola?

 

Powracam, nie tylko ze względów rodzinnych czy towarzyskich. Bywania na Podlasiu wymagała również tematyka najnowszej książki.

 

A o czym będzie książka, nad którą pani teraz pracuje?

 

Usiłuję skończyć pisanie czwartego tomu przygód Broszki, który obiecałam czytelnikom tej serii.

 

Pracowała pani w redakcjach kilku czasopism. Czy bardziej fascynuje panią dziennikarstwo czy pisanie książek?

 

Trudny wybór, ale chyba jednak pisanie książek.

 

Gdzie pani teraz pracuje?

 

Niezmiennie dla czytelnika, to jest mój główny pracodawca. Czy publikuję jako dziennikarka, czy wydaję książki, czy pracuję niejako „za kulisami”, czyli zajmując się opracowaniem tekstów do druku, zawsze robię to z myślą o kimś, kto będzie to czytał.

IMG 2079 wynik

 

Jak najchętniej pani wypoczywa, jeśli znajduje na to czas?

 

Lubię to, co jest przeciwieństwem pracy siedzącej w zamkniętym pomieszczeniu, czyli aktywność na świeżym powietrzu. Spacery, jogging, uprawianie ogrodu, rower, jazdę konną.

 

Ma pani ulubionych autorów, których książki najchętniej pani czytuje, albo którzy byli pewną inspiracją na początku drogi pisarskiej?

 

Jest ich zbyt wielu, by pamiętać. Sporą rolę odegrała na pewno Agatha Christie, którą odkryłam w szkole średniej, w dość niefortunnym momencie, bo tuż przed maturą. Całe szczęście, że w bibliotece znalazłam wtedy tylko kilkanaście tomów z około osiemdziesięciu, jakie napisała. Nie mogłam oderwać się od lektury! Dziś spośród ulubionych autorów najbardziej cenię Wiesława Myśliwskiego.

 

Jest pani przykładem osoby, która z małego, podlaskiego miasteczka wyrwała się do wielkiego świata, odniosła pewien sukces, ma swoich wiernych czytelników, którzy czekają na kolejne książki. Czy tak to pani widzi? Czy uważa się pani za kobietę sukcesu?

 

Jestem daleka od takich podsumowań, bo uważam, że tego, czy nasze życie było sukcesem, dowiemy się być może u jego kresu, albo jeszcze później… Bo tutaj trzeba byłoby zdefiniować, co dla kogo oznacza sukces. Moim zdaniem to znaczy tyle, ile dobrego daliśmy z siebie innym, w stosunku do tego, jakie mieliśmy możliwości. Jeśli więc w tej chwili mam pewne grono czytelników, to może znajdują oni w tych książkach coś dla siebie. Ale to jeszcze nie znaczy, że następna też się spodoba. A nawet, że w ogóle zostanie wydana.

 

Wiele osób pisze różne utwory, często tylko dla siebie, do szuflady, choć marzą by to wydać. Co doradziłaby pani takim osobom? Gdzie powinni się udać, jak szukać wydawnictw, które zainteresują się wydaniem książki nieznanego autora, a może raczej jak zainteresować wydawnictwo, by zechciało wydać nasza książkę? Jednym słowem czy w Polsce trudno wydać książkę?

 

Bardzo trudno, ale jest to możliwe. Najważniejsze to wierzyć w swoją książkę, że ona jest ludziom potrzebna. Trzeba też zdefiniować, do jakiego typu literatury należy nasz utwór i zgłaszać się do tych wydawców, którzy publikują podobne rzeczy. A także uzbroić się w cierpliwość, bo czasem uda się trafić już za pierwszym razem, ale częściej wymaga to wielu prób. Znalezienie wydawcy dla pierwszej książki zajęło mi cztery lata.

 

O czym pani marzy?

 

W sprawach zawodowych jest to ekranizacja „Broszki”. Sporo osób o to pyta, a ja też chciałabym zobaczyć tę historię jako film.

 

Czy są na to szanse? Czy ktoś z branży filmowej zgłaszał się do pani w tej sprawie lub pani czyniła jakieś kroki ku temu?

 

Kilka lat temu zgłosił się do mnie producent filmowy i zaczęły się przygotowania do realizacji filmu familijnego. Jednak ta firma miała trudności z przetrwaniem na rynku, więc projekt nie doszedł do skutku i jest znów "do wzięcia".

 

To marzenie zawodowe. A prywatnie, tak dla siebie, co by pani chciała?

 

A prywatnie, to przede wszystkim życie i zdrowie własne oraz bliskich. No i chciałabym mieć więcej czasu na kontakt z końmi. Poza jazdą konną, lubię przyglądać się tym zwierzętom, kiedy pasą się na łące, szczególnie arabom w janowskiej stadninie.

 

 

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Radzyń Podlaski

Redaktor prowadzący - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

Biała Podlaska

Redaktor prowadzący - Marcin Kozarski

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-825

Parczew

Redaktor prowadzący - Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Współpraca:

Małgorzata Brodowska (dziennikarz)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin