O podglądaniu życia, pasji tworzenia i sztuce przeciw wykluczeniu z bialską malarką Magdaleną Wójcik rozmawia Małgorzata Brodowska

 

Urodziłaś się w Puławach, mieszkałaś w Tarnobrzegu, Kielcach, Warszawie, a po ślubie razem z mężem na jakiś czas wyjechałaś do Anglii. Co sprawiło, że przeprowadziłaś się do Białej Podlaskiej na stałe?

 

W okolice Białej przeprowadziliśmy się kilka lat temu. Moja mama pochodzi z tych stron. Mieliśmy tu kawałek ziemi i domek, bajkowe miejsce otoczone lasem. Kiedy nadarzyła się okazja, żeby tu zamieszkać, zrobiliśmy to. Teraz mieszkamy w „mieście” a na wieś jeździmy. Człowiek zawsze jeździ tam, gdzie go nie ma w poszukiwaniu siebie. Jeżdżę też od czasu do czasu do wielkich miast, posłuchać szumu, pooglądać wystawy itd. Jednak na co dzień lubię mieć niewielką „małą ojczyznę”, to upraszcza życie, jest się mniej rozproszonym i ma się trochę więcej czasu.

 

Jak zaczęła się twoja przygoda z malarstwem?

 

Bardzo zwyczajnie, nie wyrosłam z tego. Jako dziecko interesowałam się wszystkim, co wiązało się ze sztuką. Pisałam wiersze, szyłam olbrzymie maskotki, współtworzyłam „piwniczy teatr” a przede wszystkim rysowałam. Czułam się outsiderem a to sprzyja twórczości. Jeśli chodzi o malarstwo intensywniej zajęłam się nim dość późno, kiedy już na świecie były moje dzieci.

Chociaż z wykształcenia jestem plastykiem, jednak jako malarka czuję się całkowitym samoukiem. Nie rodzimy się w próżni, ale w konkretnej rodzinie, spotykamy tych a nie innych ludzi, miejsca, lektury itd. To wszystko wpływa na sposób jaki postrzegania świata. Forma w jakiej chcemy dać temu wyraz, kształtuje się podczas nieustępliwych poszukiwań, samotnych godzin spędzonych w pracowni. To jest nieustający proces więc ciągle jestem w drodze, która w dodatku nie biegnie linearnie. Czasami są przestoje albo jadę na wstecznym. Czasami to właśnie niemożność staje się sposobem. Z malarstwem łączy mnie takie miłosno- nienawistne uczucie. Kilka razy próbowałam z nim zerwać, ale zawsze wracam z bukietem nowej energii na przeprosiny.

20171031 100956 wynik

 

Co cię inspiruje do pracy? Skąd czerpiesz pomysły na kolejne obrazy?

 

Z obserwacji. Myślę, że jestem podglądaczem życia. Często „zagapiam” się na ludzi i jeśli coś przykuje moją uwagę, transformuje się, jakby niezależnie ode mnie, w konkretny obraz. To takie intuicyjno- emocjonalno-estetyczne wrażenie, które czasami dość długo czeka w poczekalni. Inspiracją może być wszystko. Często korzystam z fotografii, swoich, ale także wycinków prasowych, reklam, kadrów filmowych. Nie ma znaczenia, co to jest. Najważniejsze jest wrażenie, emocja i obraz który się z tego tworzy w sferze wyobraźni, wtedy zaczynam pracować nad jego zmaterializowaniem. Ostatnio jednak, zaczęłam tęsknić do pracy z żywą materią, pewnie skonfrontuję się z tym niedługo. Ważny jest też dla mnie międzydyscyplinarny research.” Duch wieje kędy chce” i nie wiadomo co się przyda, kiedy i do czego.

 

Podczas ostatniego wernisażu wspomniałaś, że czasami pomysł dojrzewa w twojej głowie nawet dwa lata, zanim przeniesiesz go na płótno.

 

Tak, to prawda. Dużo mam takich obrazów. Zapewne niektóre tematy muszą się uleżeć, dojrzeć. Na ostatniej wystawie w Galerii Podlaskiej były dwa takie obrazy, skonfrontowane ze sobą. W obu podobne jest ujęcie postaci i gama kolorystyczna: kobiety leżące w błękitach. Jeden przedstawia moją córkę w kąpieli, która jest błogo rozanielona, z czystą radością na twarzy. Drugi obraz to portret pośmiertny. Inspiracją było zdjęcie kobiety zamordowanej na Wołyniu. Wyglądała tak słodko, jakby spała, a jednocześnie miała na sobie tę smugę cienia. Obraz tej kobiety nosiłam w sobie długo. Bałam się go namalować, pewnie dlatego zwlekałam dwa lata.

 

Przeglądając twoją twórczość można zauważyć, że obiektem twoich zainteresowań jest przede wszystkim człowiek. Nigdy nie próbowałaś malować pejzaży, martwej natury?

 

Nie. W centrum mojego zapatrzenia od zawsze był człowiek. To w jego kruchości i indywidualności widzę odbicie świata. Wspólnym mianownikiem mojej dotychczasowej twórczości jest swoiste memento, pochylenie się nad tą ulotnością, delikatnością i płynnością życia. Dla mnie to ogromnie przejmujące, że jesteśmy tak „łatwoumieralni”, tak podobni do siebie, a jednocześnie tak różni, chcemy być razem i nie potrafimy. Fascynuje mnie nasze uwikłanie w społeczne role, to jak wyrwani z dzikości natury, szukamy schronienia w normach. Ciekawa jest ta konfrontacja ze sobą. Kiedy odchodzimy od ustalonych zasad, wtedy czujemy kim tak naprawdę jesteśmy, ale jednocześnie nie możemy uciec od naszych społeczno-kulturowych ról, bo jesteśmy w nich zamknięci, udomowieni i bezpieczni. Wepchnięci w okowy wszystkich zależności i niemożności, często tracimy kontakt sami z sobą i odbudowywanie go to zadanie na całe życie. Oczywiście to są historie, które sama sobie opowiadam malując, nie powinno jednak mieć to znaczenia dla odbiorcy. Gotowy obraz staje się przedmiotem i jest niemy. To człowiek, który na niego patrzy nadaje mu sens, w ten sposób stając się współtwórcą. Wydaje mi się że te tematy mam już „przegadane” i w następnym cyklu malowania, będą to już inne opowieści. Zresztą z upływem czasu, forma coraz mniej potrzebuje interpretacji, jest żywa sama w sobie, nie potrzebuje usprawiedliwienia, emancypuje się.

22861423 1657584404292781 6657240979089875250 o wynik

 

Twoje pierwsze obrazy malowane były na starych deskach. Skąd pomysł na tego rodzaju formę?

 

Zaczęło się od odnawiania starych mebli. Pracując nad kolejnymi zleceniami zauważyłam, że drewno jest estetycznym samograjem. Wsiąkająca w nie farba tworzy atrakcyjny efekt malarski. Zaczęłam więc tworzyć obrazy na deskach. Początkowo malowałam bejcami, stopniowo dodając inne farby. Tak powstał cykl nawiązujący do ikon i charakterystyczna seria portretów trumiennych. Zrezygnowałam z tego, bo chciałam zmierzyć się z białym płótnem i bezmiarem jego możliwości.

 

Dlaczego właśnie portrety trumienne?

 

Byłam wtedy jeszcze bardzo młoda. Młodych ludzi temat śmierci często w jakimś sensie fascynuje, a jednocześnie czują się bezpieczni tak jakby dotyczył innych, tych śmiertelnych. Polskie portrety trumienne to unikat w historii sztuki. Malarze siedemnastego, osiemnastego wieku tworzyli je, często dość niewprawnie, nie oszczędzając modeli. Stosowali pewne uproszczenia, wyolbrzymiając charakterystyczne cechy portretowanych osób, ich znaki szczególne, jakby chcąc podkreślić, że dany człowiek był jedyny w swoim rodzaju, miał takie a nie inne usta, nos, oczy. Te portrety wciąż mnie wzruszają i inspirują.

 

Kiedyś malowałaś na deskach, teraz malujesz na płótnie. Masz swoje ulubione techniki pracy?

 

Tworzenie to nieustanne poszukiwania, mierzenie się z czymś nowym. Zrezygnowałam z desek, bo drewno nosi w sobie już pewien zapis: słoje, sęki mają własne barwy i narzucają pewną formę.

Lubię swobodne malowanie szerokim pędzlem. Wydaje mi się, że maluję dość agresywnie, szybko, jakby niechlujnie. Wybieram też inne duże narzędzia – szmaty, gąbki. To oswaja lęk przed popełnieniem błędu, bo linie nie muszą być precyzyjne. Nie robię wcześniej szkiców. Przestałam rysować od kiedy maluję. Jednak po każdej przerwie w malowaniu zaczynam od nowa. Od nowa uczę się malować, a teraz chcę wrócić także do rysowania.

DSC 0206 wynik

 

Malowanie to pasja, czy również zawód? Można się z tego utrzymać?

 

Można, to może być zawód i to całkiem dochodowy. Jednak to trudny temat. Są artyści którzy traktują sztukę zawodowo i wtedy muszą się wykazać zdolnościami marketingowymi, tak jak w przypadku każdego innego towaru. Pokazywać się jak najwięcej, wiadomo, że ludziom podoba się to co podoba się innym. To rodzi konieczność wyboru czy tworzysz sztukę osobistą czy jednak myślisz o niej w komercyjnym wymiarze. Jest w tym oczywiście zawarty konflikt. Każdy artysta musi sobie odpowiedzieć na to pytanie, żeby się nie szarpać. Każda odpowiedź jest poprawna. Ja, póki co wybrałam osobistą, intymną drogę, maluję obrazy które chcą być namalowane i nie oceniam ich potencjału komercyjnego. Sprzedaję obrazy, ale nie mam problemu, gdy zarabiam na sztukę a nie sztuką. Komercyjnie maluję obrazy abstrakcyjne do przestrzeni publicznych np. biur. Abstrakcje są bezpieczne, neutralne, pasują nad kanapę, świetnie komponują się z meblami, można je zawiesić w każdym wnętrzu. Namalowałam sporo takich obrazów pod konkretne wnętrza. Są zdecydowanie lżejsze w odbiorze od tych figuratywnych, co nie znaczy, że nie ma w nich ładunku emocjonalnego, czasem jest ogromny. Malując abstrakcję angażuję bardziej dziecko w sobie i świetnie się bawię. To kolejny trop, za którym mam ochotę podążać.  

 

Projektujesz również wnętrza. To typowa działalność komercyjna.

 

Właściwie dla przyjemności zaczęłam projektować meble i wystrój wnętrz. To wyzwanie i ogromna satysfakcja, kiedy, kreując wnętrza, można wpływać na nastrój użytkowników. Przy projektowaniu dużych przestrzeni publicznych, mam możliwość tworzenia wielkoformatowych obrazów, obiektów, przestrzennych, mebli.

 

Angażujesz się w wiele inicjatyw artystycznych w mieście. Robiłaś scenografię do opery. Bierzesz udział w zbiorowych wystawach, uczestniczysz w Parku Sztuki. Współtworzyłaś też zespół Sokotuchy, śpiewający archaiczne pieśni w gwarze pogranicza. Lubisz ten rodzaj śpiewu?

 

Czasami martwi mnie trochę, że tak wiele rzeczy naraz chciałabym robić, ale to częsta przypadłość twórczych duchów (śmiech). Ten rodzaj śpiewu naturalnego, zwanego białym, jest mi bliski przez swoją emocjonalność i autentyzm. Jest w nim melodyka na pograniczu krzyku, zaśpiewu. Obcowanie z tą muzyką daje mi możliwość spotkania z sobą w nowy sposób nowy dla mnie. To dziwne, że musimy w bardzo świadomy sposób szukać tego, co jeszcze niedawno było dostępne powszechnie. Śpiew, taniec towarzyszył życiu w codzienności i w obrzędach. Szczególnie bliskie są mi pieśni pogrzebowe. Moja babcia była zelatorką, czyli prowadzącą modlitwy żałobne.

W Sokotuchach zebrały się kobiety, które również zafascynował ten rodzaj śpiewu. Poznałyśmy się na warsztatach w Zaborku, które zorganizowała Agnieszka Mikszta, etnolog pracująca w Muzeum Południowego Podlasia, w związku z rokiem Kolberga. Początkowo spotykałyśmy się u mnie na podwórku, później przygarnął nas Gminny Ośrodek Kultury w Białej Podlaskiej. Przez 3 lata zespół się rozwinął, ustalił swój repertuar. Obecnie nie śpiewam już z Sokotuchami, ale na pewno znajdę inne sposobności do śpiewania.

DSC 0201 wynik

 

Należysz do Klubu Literackiego Maksyma. Wspomniałaś, że piszesz wiersze. Być może zechcesz podzielić się nimi z czytelnikami i je wydać?

 

Wiersze to kolejna ekspresja, z której nie wyrosłam. Dotychczas nie czułam potrzeby, żeby się nimi dzielić, być może dlatego, że są jeszcze bardziej osobiste od obrazów. Teraz już jestem gotowa. Myślę sobie, że już od siebie nie ucieknę. Skoro do tej pory mi nie przeszło to tworzenie, to czas się pogodzić z tym kim się jest.

 

Jak przy tak intensywnym trybie życia znajdujesz czas dla rodziny i dla siebie?

 

Jest kwestia wyborów i priorytetów. Oczywiście że nie jest to łatwe, pięcioosobowa rodzina ma duże potrzeby. Pochłania sporo czasu, energii i oczywiście jedzenia i pieniędzy, dużo robi też bałaganu (śmiech). Żeby tworzyć w takich warunkach muszę po prostu zdecydować o tym bez względu na konsekwencje. Życie w którym wszystko jest perfekt zrobione i działa na najwyższych obrotach jest fikcją i lepiej żeby było. Dzieci i przede wszystkim Sebastian (mąż) rozumieją to. Myślę, że mój system pracowania cyklicznego jest pomocny w zachowaniu balansu. Rodzina też pomaga, jest przeciwwagą samotniczego zajmowania się sztuką, jest pierwszym krytykiem, szczególnie mąż, który „czuje temat „.

Oczywiście, że znajduję czas dla siebie. To jest niezbędne, by odpocząć, nabrać sił do kolejnych wyzwań. Bywa, że leżę na kanapie i nic nie robię, oczywiście poza obowiązkami domowymi. Twórczość bywa frustrująca, zwłaszcza wtedy, gdy kilka godzin dziennie spędza się samemu w pracowni a efekt nie zawsze jest satysfakcjonujący. Kiedy jest, to trzeba chwilkę odparować, żeby przejść do trybu: hałas i pełna chata. Malowanie to też praca fizyczna, bo niejednokrotnie stoję na nogach sześć godzin bez przerwy. Musi być ten czas regeneracji. Dla mnie to również czas samorozwoju, kiedy łapię nowe inspiracje. Miewam dłuższe przerwy od malowania, ale kiedy już naładuję się nową energią, wtedy znów chciałabym robić wiele rzeczy na raz. Działam zupełnie jak pory roku po zimie wiosna itd. Kiedyś niepokoiło mnie to, dzisiaj wiem, że tak jest i już.

 

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

 

Dużo malować. Mam w głowie pomysły na kolejne obrazy, trzeba tylko pójść do pracowni i je namalować. Chcę więcej wystawiać, wydać wiersze.

Obecnie zajmuje mnie też dość intensywny kurs „Arteterapia – Sztuka Przeciwko         Wykluczeniu” który daje wiedzę i narzędzia do pracy z ludźmi. Prowadzę warsztaty plastyczne dla dzieci i dorosłych. Widzę ogromną potrzebę szukania odtrutki na pęd współczesnego życia. Jestem przekonana, że sztuka, szczególnie ta uprawiana bezinteresownie może porządkować emocje. Hindusi nazywają sztukę matematyką emocji, a jak twierdził jeden z ważniejszych artystów dwudziestego wieku, Josef Beuys „ KAŻDY JEST ARTYSTĄ”.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

DSC 0199 wynik

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Kontakt:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

 

Dziennikarze

Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Małgorzata Brodowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin