O bieganiu, treningach, rzucaniu palenia i o tym, jak można diametralnie zmienić podejście do sportu z Pawłem Blicharzem, radzynianinem, który ukończył morderczą przeprawę w górach - Bieg Rzeźnika HardCore+ na XI miejscu, rozmawia Magdalena Krawczyk.

paweł„Trasa Biegu Rzeźnika+ wiedzie z Komańczy do Cisnej. Początkowo około 8 km “drogą utwardzoną” do Duszatyn (ok. 480 m n.p.m.), a dalej czerwonym szlakiem: Chryszczata (997 m n.p.m.) – Przełęcz Żebrak (816 m n.p.m.) – Wołosań (1071 m n.p.m.) – miejscowość Cisna (ok. 550 m n.p.m.) – Małe Jasło (1102 m n.p.m.) – Jasło (1153 m n.p.m.) – Okrąglik (1101 m n.p.m.) – Fereczata (1102 m n.p.m.). Dalej “drogą Mirka” i przez szczyty: Paportna, Rabia Skała, Okrąglik, Przełęcz nad Roztokami, Roztoki Górne, Rosocha, Hyrlata, Rożki i dalej czerwonym szlakiem do Cisnej. Dla kompletnych szaleńców istnieje możliwość przedłużenia trasy o dodatkowy odcinek z przewyższeniem ponad 900m - z mety w Cisnej przez szczyty: Łopiennik, Korbania do mety w Radziejowej” - czytamy na stronie organizatora Festiwalu Biegu Rzeźnika. Paweł należy do tych szaleńców, którzy zrobili oba etapy.

 

Paweł, bieg, w którym wystartowałeś w czerwcu nie od rzeczy ma taką nazwę. Rzeźnik to, nazwijmy to oględnie, trudny bieg, prawda?

Łatwy nie jest, fakt (śmiech). To bieg po Bieszczadach, z Komańczy do Cisnej. Bieg Rzeźnika to ok. 80 kilometrów, plus minus dwa kilometry, bo trasa się nieco zmieniła na przestrzeni ostatnich lat. Do trzynastej edycji Rzeźnik był z Komańczy do Ustrzyk Dolnych, a dodatkowe 20 kilometrów wiodło czerwonym szlakiem do Wołosatego, ale dyrekcja Bieszczadzkiego Parku Narodowego nie zgodziła się na bieg i trasę zmodyfikowano, w tym roku wyniosła ok. 79 kilometrów.

 

Ale ty biegłeś więcej...

Tak, ja przebiegłem dodatkowy dystans dwudziestu kilku kilometrów, więc w sumie dystans wyniósł około setki.

 

Na mecie w Cisnej byłeś na 69 pozycji z czasem 12 godzin i 21 minut.

Byliśmy, bo Rzeźnika biegnie się w dwuosobowych drużynach. Podstawowy etap, tę osiemdziesiątkę, zrobiłem z kolegą z Radzynia, Pawłem Dąbrowskim. Bardzo dobrze nam poszło i zmieściliśmy się w limitach, więc mogliśmy biec dalej, ale Paweł stwierdził, że jemu już wystarczy, narzekał na ból pleców. W Rzeźniku istnieje możliwość dobrania się z kimś, kto też ukończył Bieg Rzeźnika i nie ma partnera do dalszego biegu, a że na mecie spotkałem Tomasza Sołczykiewicza z Bielska-Białej, który zaproponował mi zrobienie wersji HardCore+, zdecydowałem się skorzystać i pobiec dalej.

 

I na tym już wydłużonym dystansie zdobyliście jedenaste miejsce?

Tak. W sumie całość ukończyło tylko dwadzieścia jeden par.

 

A ile w ogóle startowało w tegorocznym Rzeźniku?

Ponad pięćset drużyn. W podstawowym oczywiście, chęć udziału w HardCore+ trzeba wcześniej zadeklarować, ale mogą w nim pobiec tylko ci, którzy zmieszczą się w limitach czasowych.

 

To twój pierwszy Rzeźnik?

Drugi. W ubiegłym roku biegłem, też z kumplem z Radzynia, Marcinem Kowalczykiem, podstawową wersję. W tym roku też mieliśmy pobiec razem, ale doznał kontuzji i w ostatniej chwili namówiłem Pawła Dąbrowskiego, żeby się ze mną wybrał.P2

 

Ale dla twojego partnera to nie był pierwszy taki bieg?

Pierwsze ultra, ale to doświadczony biegacz, ma za sobą już kilka maratonów i brał udział w zawodach na krótszych dystansach, cały czas trenuje, więc to nie tak, że pojechał ktoś nieprzygotowany. Chociaż przyznam, że jak na takie wyzwanie, to sam niespecjalnie porządnie trenowałem.

 

Setka w górach - jak było?

Bolało (śmiech). Po pięćdziesiątym kilometrze zaczęło mnie boleć wszystko, na osiemdziesiątym zastanawiałem się, czy jedna z moich stóp odpadnie. Dodatkowo poprzedniego dnia była ostra zlewa, więc na trasie było w zasadzie błoto, błoto, błoto. Na pierwszych kilometrach dwa razy leżałem, rozwaliłem kolano i już sobie pomyślałem, że chrzanię, przy trzecim upadku chyba zejdę z trasy. Ale jakoś się udało, Paweł Dąbrowski świetnie parł pod górkę, narzucając niezłe tempo na podejściach.

 

Biegasz od...?

Od... 2014 roku, czyli niezbyt długo tak naprawdę.

 

To ambitnie, po dwóch latach wybrać się na najsłynniejszy chyba bieg w Polsce.

To była taka raczej spontaniczna decyzja (śmiech). A tak poważnie, przebiegłem kilka maratonów, pierwszy w 2015 roku, nawet z niezłym czasem, udało mi się go skończyć w trzy godziny i sześć minut. Biorąc pod uwagę, że jakieś 10 lat temu ważyłem ponad sto kilo i nie miałem bladego pojęcia o bieganiu, a tym bardziej nie miałem zamiaru podejmować takich wysiłków – było ok.

 

3To jak w takim razie doszedłeś do etapu, w jakim jesteś teraz?

Zaczęło się właśnie od odchudzania, typowo – siłownia w domu, rower, potem praca na basenie, więc dużo pływania. To właśnie kolega z pracy zaszczepił mi bieganie, sam biegał, sędziował, ćwiczył i trochę pod jego wpływem postanowiłem, że spróbuję. Zacząłem od sześciu kilometrów, poszło nieźle, ale byłem już trochę wytrenowany. W maju po miesiącu biegania zająłem drugie miejsce w radzyńskich biegach trzeciomajowych, dystans około półtora kilometra, biegło nas w sumie siedmiu, ale i tak była fajna motywacja. Zaszczepiłem się na zawody. Potem przygotowywałem się do dziesięciu kilometrów, pojechałem na zawody do Białej Podlaskiej. Poszło całkiem fajnie, zrobiłem dyszkę w 46 minut, a wtedy jeszcze paliłem papierosy. Biegałem dalej, bez specjalnego planu, po prostu trzy-cztery razy w tygodniu po sześć, dziesięć kilometrów. Do tego było pływanie, rower, ćwiczenia stabilizacyjne.

 

Tzw. „parszywa” trzynastka? Ja zanim zrobiłam pierwszy raz taką serię ćwiczeń nie wiedziałam, że można trwać w bezruchu, a mięśnie wołają o litość...

No tak, ale ta „trzynastka” to podstawa. To kwestia wytrenowania, ale ćwiczenia stabilizacyjne są niezbędne, te wszystkie deski, planki to obowiązek, każdy biegacz musi mieć stabilizację kręgosłupa, bez tego łatwo o urazy.

 

Okey, po pierwszych dziesiątkach przyszedł jak rozumiem apetyt na więcej?

Po zawodach w Białej poznałem Pawła Dąbrowskiego. Opowiadał o maratonach, na które jeździ ze znajomymi i z hasłem: przygotowuj się na maraton podrzucił mi książkę Jerzego Skarżyńskiego. On ma tam całe plany treningowe, dokładnie rozpisane, więc ustawiłem sobie cel: maraton Orlen w Warszawie, na trzy godziny i trzydzieści minut. Wtedy biegałem cztery razy w tygodniu, w sumie robiłem osiemdziesiąt-dziewięćdziesiąt kilometrów tygodniowo.

 

Dziesiątki, maratony i w końcu Rzeźnik. Co cię natchnęło, żeby wystartować w tym biegu?

To znowu zasługa Pawła Dąbrowskiego, on podrzucił pomysł na pierwszego Rzeźnika. On ze swoim znajomym zapisali się na bieg i namówił mnie, żebym i ja spróbował. Więc się zapisałem, ale żeby wziąć udział w biegu trzeba zostać wylosowanym. Niestety im się nie udało dostać, a ja z Marcinem Kowalczykiem trafiłem szczęśliwie na listę startową. Bieg poszedł naprawdę rewelacyjnie patrząc na to, że było to nasze pierwsze ultra. Nigdy wcześniej nie biegaliśmy po górach. W tym roku idąc za ciosem postanowiliśmy, że pobiegniemy Bieg Rzeźnika HarCore+ około 100km, zostaliśmy wylosowani. Niestety niewyleczona kontuzja Marcina wykluczyła go ze startu, ale udało mi się namówić Pawła Dąbrowskiego. A ja w międzyczasie w przygotowaniach do maratonu doznałem kontuzji i spaliłem maraton. Chciałem znowu zrobić Orlen w kwietniu i poprawić czas. Przesadziłem z treningiem, biegałem po sto czterdzieści-sto pięćdziesiąt kilometrów tygodniowo, czasem robiłem dwa treningi dziennie - wstawałem o trzeciej rano, żeby zrobić pierwszy przed pracą, a potem po niej wieczorem następny. Przegiąłem ewidentnie, teraz już wiem, że nie da się tak szybko przeskoczyć na wyższy lewel, do wszystkiego trzeba dochodzić stopniowo. W styczniu nabawiłem się kontuzji, która mnie unieruchomiła na miesiąc. Mogłem wystartować w maratonie, ale trochę byłem zniechęcony, bo na zrobienie życiówki nie miałem już szans. Od maja zacząłem więcej biegać w terenie, po polnych drogach i górkach, aby lepiej się przygotować do Rzeźnika.

 

Paweł, ile właściwie czasu poświęcasz na aktywność fizyczną, bieganie, rower, pływanie... Masz czas na pracę?

Wiesz, pracuję na zmiany, po dwanaście godzin i czasami w nocy, więc mam niekiedy dwa-trzy dni wolnego. Tak poza tym to po prostu organizacja i tyle.

 

Biegasz zimą?

Cały rok. Czasem mam przerwy wymuszone jakąś kontuzją, w roku robię sobie takie dwa tygodnie, kiedy biegam tylko dwa-trzy razy w tygodniu i krótkie dystanse, po dziesięć kilometrów albo tydzień przerwy, tak totalnie bez biegania. Organizm musi się też czasem regenerować.

 

Gdzie biegasz?

Najbardziej lubię biegać do lasu w Białej, ale w przygotowaniach do maratonu trzeba pobiegać też po asfalcie. Dużo biegam więc po Radzyniu, Kocką, Wisznicką, robię sobie takie kółeczko. Gorzej było z przygotowaniami do Rzeźnika, bo górek u nas w okolicy nie uświadczysz, musiałem kombinować. W okolicach Licht, Niewęgłosza i Zabiela są takie małe pagórki, na których ćwiczyłem podbiegi. Każdy biegacz trenujący w górach zabiłby mnie śmiechem, ale jakoś trzeba sobie radzić (śmiech).20170611 192659

 

Biegasz sam, czy ze znajomymi?

Zdecydowanie sam, zwłaszcza że oprócz biegania bez zwracania specjalnej uwagi na tętno czy tempo robię też takie dość specyficzne treningi, podczas których muszę tych wartości pilnować. Ciężko jest znaleźć kogoś na takim samym poziomie, bo jeśli ktoś ma inne tempo, to albo on nie da rady, albo ja.

 

Paliłeś. Rzuciłeś palenie z powodu biegania?

Też, bo jednak strasznie mi przeszkadzało. Bieganie pomogło, ale dostałem też książkę pt. „Jak łatwo rzucić palenie”.

 

Pomogła?

Pewnie. Trzy razy ją czytałem i trzy razy rzucałem palenie z radością, bardzo dobra lektura, polecam palaczom (śmiech). Ale za czwartym razem się udało i, odpukać, na razie nie wracam do nałogu.

 

Czy od kiedy biegasz, czujesz się lepiej, widzisz pozytywny wpływ tej aktywności na swoje zdrowie?

Jasne że tak. Mogę to porównać z czasem, kiedy nic ze sobą nie robiłem i wtedy każda czynność urastała do trudności. To jest kompletnie inne życie, inny poziom energii, inne samopoczucie.

 

A masz takie dni, że po prostu ci się nie chce, mówisz sobie: „nie chcę, nie idę, niech szlag trafi to bieganie”?

Miewam. Czasem jest rzeczywiście trudno się zmobilizować, ale raczej nie rezygnuję, przynajmniej nie z biegania. Łatwiej mi odpuścić sobie inne rzeczy – siłownię, rozciąganie, ale trening biegowy robię, nawet jeśli nie ten swój specyficzny, to przynajmniej przebiegam tych dziesięć kilometrów, żeby się ruszyć. Bardzo rzadko, ale jednak zdarza się, że nie daję rady zmusić się do biegu.

 

8Paweł, w środowisku biegowym jest coraz więcej ultrasów, ludzi, którzy biegają jakieś setki kilometrów, dystanse niewyobrażalne dla przeciętnego człowieka. Z twojej perspektywy – uważasz, że takie rzeczy są naprawdę osiągalne? Tak na zdrowy rozum, jest możliwe przebiegnięcie np. 240 kilometrów w górach?

Jest. Człowiek może tyle i o wiele więcej. Ja zresztą uważam, że mniej więcej od maratonu biegnie się już głową. Do któregoś kilometra pracują mięśnie, czujesz inaczej ciało, a potem już biegnie głowa. Masz cel, wiesz, że musisz zrobić najlepszy czas i biegniesz. Po prostu.

 

Masz jakieś dalekosiężne plany, postawiłeś sobie już jakieś kolejne cele?

We wrześniu jest festiwal biegowy w Krynicy, tam jest sporo biegów, ale chciałbym spróbować sił w stu kilometrach Biegu Siedmiu Dolin. No i wiesz, chciałbym w tym roku jeszcze jakiś maraton przebiec...

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Radzyń Podlaski

Redaktor prowadzący - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

Biała Podlaska

Redaktor prowadzący - Marcin Kozarski

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-825

Parczew

Redaktor prowadzący - Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Współpraca:

Małgorzata Brodowska (dziennikarz)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin