ogloszenia

O sytuacji na rynku mleka, światowym kryzysie dotykającym przetwórnie i hodowców bydła mlecznego oraz koncepcjach na wyjście z impasu z Edwardem Bajko - prezesem Spółdzielczej Mleczarni Spomlek rozmawia Sławomir Karwowski.

SPOMLEK 37

 

Panie Prezesie, za nami pierwszy kwartał 2016 r., roku, który miał przynieść może nie tyle znaczącą poprawę, co pewną stabilizację na rynku mleka. Sądząc z obniżek cen i niezbyt optymistycznych wieści tak dobrze nie jest. Jak ocenia Pan sytuację na rynku?

Nasze nadzieje na stabilizację zostały dość brutalnie rozwiane. Uważam, że dziś sytuacja na rynku mleka wygląda dużo gorzej niż w roku ubiegłym. Mamy za sobą drugą falę obniżek cen surowca i co gorsza – wiele wskazuje na to, że nie jest to ostatnia. Ilość mleka, jaka od dłuższego czasu pojawia się w Polsce i Europie, jest coraz większym problemem, bo zwyczajnie nie można go już w żaden sposób w pełni wykorzystać.

 

Brakuje mocy przerobowych mleczarni?

Brakuje rynków zbytu. Mleczarnie, które zostały przecież w dużej części doposażone i rozbudowane w ramach inwestycji z wykorzystaniem środków unijnych jeszcze mają moce przerobowe i linie, które mogą wykorzystać, więc to akurat nie jest największy problem. Kłopot tkwi w tym, że gotowych wyrobów nie ma gdzie sprzedawać. Import, który teraz wpływa do Polski w postaci i mleka surowego, i koncentratu, i serów – szczególnie z Niemiec, Holandii, Danii, Francji w połączeniu z polską produkcją i jednoczesnym spadkiem eksportu powoduje, że już teraz mamy w Polsce o ok. 40 procent mleka za dużo. Nie jesteśmy w stanie skonsumować na krajowym rynku takich ilości.

Trzeba pamiętać o tym, że nasza ogromna potrzeba eksportu napotyka na dokładnie taką samą potrzebę eksportu ze strony innych krajów europejskich, które mają – może nie aż tak wielkie jak my – ale bardzo duże nadwyżki eksportowe. To powoduje dramatycznie szybki spadek cen, którego granicę trudno jest przewidzieć. Dodatkowo znaczący odbiorcy np. mleka w proszku, którzy wiedzą, że mleczarnie mają kłopot ze zbytem, wstrzymują się z zakupami. Mogą w ten sposób negocjować jeszcze niższe stawki. W tym momencie rynkowa cena kilograma mleka chudego w proszku wynosi 6,50 zł i to pomimo tego, że ustalona w UE cena interwencyjna jest na poziomie 7,20 zł.

 

Sprzedaż poniżej ceny interwencyjnej brzmi trochę jak absurd.

Owszem, tyle tylko, że skup interwencyjny to na razie teoria. W Polsce jego ogłoszenie było przeciągane, oficjalnie ze względu na problemy magazynowe, jak sądzę w grę wchodzą też braki finansowe. Niezależnie od tego w Europie już w pierwszym tygodniu kwietnia został wyczerpany limit na skup interwencyjny mleka w proszku i masła, który miał wystarczyć do września tego roku. Limit wynosił 109 tys. ton, niedawno zapadła decyzja o jego podwojeniu, jest jednak spore „ale”. Skup nie będzie odbywał się w trybie ustalonej bodajże w 2005 r. ceny, ale w drodze przetargu. To oznacza, że padła ostatnia bariera, która miała utrzymywać cenę mleka na niskim, ale stałym poziomie.

Jeżeli na normalnym rynku nie można sprzedać mleka drożej niż w cenie oferowanej przez Agencję – mleczarnie sprzedają Agencji i dzięki temu cena już nie spada. To zadziałało bardzo skutecznie w czasie kryzysu w latach 2008-2009. Teraz tego efektu nie ma i w związku z trybem przetargowym tym bardziej nie będzie. Trudno sobie wyobrazić cokolwiek, co mogłoby zatrzymać spadek cen mleka.

 

Jego niedobór, ale na to raczej nie ma co liczyć. Produkcja mleka przestaje być opłacalna, a mamy go coraz więcej. Skąd bierze się nadmiar surowca na naszym rynku, bo chyba jednak nie tylko z importu i zamkniętej granicy wschodniej?

Produkcja mleka ma to do siebie, że wyjątkowo trudno ją wyhamować, na każdym poziomie. W przypadku spółdzielni mleczarskich to jest prawie niemożliwe, my zwyczajnie musimy codziennie przyjąć mleko i nie ma od tego odstępstw. Spółdzielnie mają 70% udziału w rynku i o wiele trudniejszą sytuację niż prywatne przedsiębiorstwa. Musimy mleko przyjmować, natychmiast przerabiać, a nie mamy go gdzie sprzedać właściwie za żadną cenę.

Ceny, które teraz uzyskuje się za mleko w proszku i masło pozwalają realnie płacić rolnikom ok. 60 groszy za litr mleka. To jest katastrofa. Dziś jeszcze rolnicy otrzymują więcej, średnia cena mleka w Polsce wynosi powyżej 1 zł, ale tak jest tylko dlatego, że mleczarnie, mówiąc kolokwialnie, zjadają własny ogon. Ta sytuacja też nie będzie mogła się utrzymywać zbyt długo i mleczarnie będą musiały w końcu zacząć płacić za mleko tyle, żeby po jego przerobieniu zostało im jakieś minimum lub chociażby bilans zerowy. Nie da się funkcjonować na stratach.

 

Ceny na tym poziomie są zabójcze dla rolników - produkcja mleka za 80 groszy za litr jest chyba na granicy opłacalności, czemu więc do mleczarni zjeżdża coraz więcej pełnych cystern?

A to jest kolejny, przynajmniej z pozoru absurd. Zazwyczaj jeśli produkcja czegoś jest nieopłacalna, to się z niej wycofujemy, prawda? Na logikę, jeśli rolnicy mają coraz niższą cenę za mleko, a koszty produkcji im nie spadają, to powinni redukować gospodarstwa – tak to działa w normalnym biznesie, generuje zmniejszenie podaży, a co za tym idzie znormalizowanie cen. W naszej branży obserwujemy jednak zjawisko dokładnie odwrotne. Rolnicy powiększają stada i produkują coraz więcej. Tyle tylko, że oni w ten sposób walczą o przetrwanie. Większość z nich ma do spłacania raty, kredyty, zobowiązania, wielu zainwestowało potężne pieniądze w gospodarstwa i nie mogą sobie pozwolić na utratę płynności finansowej. Jeśli nie mają ceny za mleko, to muszą go wyprodukować więcej, żeby ostatecznie uzyskać taki sam przypływ gotówki.

Rozumiem rolników, ale to zupełne odejście od rentowności produkcji, co tworzy zresztą koszmarnie groźną pułapkę. Oni muszą spłacać kredyty, często płacić kary za zwiększenie produkcji – w końcu pomimo złudnych nadziei dawanych przez polityków, a nawet prezesów mleczarni zapowiadany koniec kwotowania nadszedł - a gwoździem do trumny jest cena, jaką uzyskują na skupie. I to jest koniec gospodarstw, w dodatku tych, które dzięki uprzednim inwestycjom, rozbudowie, miałyby szansę stać się realnie konkurencyjne dla gospodarstw na rynku europejskim. Małe gospodarstwa, z kilkoma krowami, dla których produkcja mleka nie jest podstawowym źródłem dochodu, przetrwają. Tyle tylko, że nie będą w stanie konkurować, co w dalszej perspektywie dla Polski oznaczać będzie regres na światowym rynku mleczarskim.

 

Ale co mogą zrobić rolnicy, żeby w taką pułapkę nie wpadać?

Ci, którzy zainwestowali w rozwój gospodarstw, niestety niewiele. W Spomleku staramy się dużo rzeczy tłumaczyć, wyjaśniać, pokazywać, stosujemy różne instrumenty zniechęcające do nadprodukcji mleka i myślę, że świadomość rolników zaczyna się już zwiększać. Dopóki mleka nie będzie mniej, ceny nie wzrosną – to rolnicy już wiedzą. Niekoniecznie natomiast potrafią pogodzić się z tym, że oznacza to, że oni, nie tylko sąsiedzi, również powinni produkować mniej.

 

Czy w branży lub na poziomie rządowym pojawiają się próby wspólnego wypracowania instrumentów, które mogłyby pomóc zahamować proces nadprodukcji?

W tej chwili każdy walczy o przetrwanie i koncentruje się na własnych działaniach. Trudno jest nazwać współdziałaniem organizowanie zebrań, narad i paneli dyskusyjnych, które to „działania” są ulubionym instrumentem polityków i nie tylko. Wspólna w mleczarniach jest diagnoza problemu, zbieżne starania o ograniczenie produkcji mleka, różnią się częściowo metody. Środowisko jako takie nie ma wypracowanej jednak wspólnej strategii, choć każdy z nas wdraża swoje rozwiązania i pomysły. Z różnym skutkiem. Przykrym jednak jest, że niektórzy z branży sami przyczyniają się do zwiększenia problemu nadmiaru mleka na rynku, wspierając import.

 

Wspominał Pan, że wzrósł dość znacząco import z krajów zachodnich, ale jaki związek mają z tym polskie mleczarnie? Poza tym, czy importowane do nas sery nie są droższe niż te rodzimej produkcji?

Zależy, o jakich mówimy. Niemcy np. już od dłuższego czasu eksportują do nas i nie tylko zresztą ser w cenach zdecydowanie poniżej własnych kosztów produkcji. Wyprodukowanie kilograma goudy kosztuje ich ok. 12-13 zł, a do Polski ten ser trafia w cenie 8 zł za 1 kg. Niemcy po prostu wiedzą, że jeśli nie chcą dopuścić do spadku cen na swoim rynku, muszą wypchnąć nadmiarowy towar na zewnątrz. I robią to, sprzedając sery za cenę równą 2/3 kosztów wyprodukowania, bo w ostatecznym rozrachunku im się to opłaca. Ich rynek nie traci.

A nam jak widać opłaca się krótkowzroczna polityka i przyjmujemy ten towar w setkach ton. Pytał Pan o związek wzrostu importu z polskimi mleczarniami? Sery importowane z Niemiec, Danii i Holandii to nie są delikatesowe parmezany, sery pleśniowe, kozie etc. Przyjeżdżają do nas najtańsze sery typu np. gouda, w ważących 15-16 kilo blokach o długości pół metra na trzydzieści centymetrów. Widział Pan w jakiejkolwiek ladzie chłodniczej w sklepie taki ser, który ekspedientka kroiłaby na miejscu klientom? Ja nie widziałem. W ilu sklepach są na zapleczach linie, na których taki ser można pokroić w plastry, zapakować w atmosferze gazu obojętnego i sprzedawać porcjowane? Handel takich linii nie ma i tych rzeczy nie robi. Ten ser kupują, porcjują i pakują jako własny produkt niektóre polskie mleczarnie. I to jest kompletnie niezrozumiała dla mnie krótkowzroczność polskich mleczarzy, pazerność i mentalność typowa dla drobnego spekulanta, który na kupionych od Niemca serach dziś zarobi 2 zł, ale już jutro przez to będzie musiał sprzedawać swoje produkty poniżej kosztów. W ten sposób właśnie przykłada się rękę do niszczenia własnego rynku.

 

To nie jest przesadnie optymistyczny obraz. Panie Prezesie, czy według Pana jest jakieś wyjście z tego błędnego koła, coś, co pozwoliłoby przetrwać rolnikom i mleczarniom ten najgorszy okres?

Według mnie rozwiązania są, choć na pewno niełatwe do wprowadzenia. Na ostatnim kongresie branżowym w Lublinie i spotkaniu prezesów spółdzielni z ministrem rolnictwa zgłaszałem pewne propozycje, które moim zdaniem, zastosowane na poziomie kraju, mogłyby doprowadzić do pewnej stabilizacji.

Jedną z nich byłoby przesunięcie unijnych pieniędzy już przeznaczonych na rozwój wsi z inwestycji na dopłaty bezpośrednie. W tym momencie rolnikom nie pomogą kolejne inwestycje, które łączą się z kolejnymi kredytami, oni potrzebują gotówki, która pomogłaby uratować ich gospodarstwa. Tu nie potrzeba dodatkowych środków, zabierania ich z innych programów, bo to z pewnością wywołałoby zrozumiały sprzeciw. Tu potrzeba prostego stworzenia możliwości w ramach tych samych pieniędzy, które już są zarezerwowane na wieś. Uniknęlibyśmy w ten sposób realnego zagrożenia upadkiem wielu gospodarstw, które przecież rozwinęły się już wcześniej za ogromne unijne pieniądze i kredyty. Jeśli do bankructwa tych gospodarstw dojdzie, a niestety ten scenariusz jest bardzo realny, okaże się, że wydawane przez ostatnie lata pieniądze poszły w błoto.

Okresowe choćby przesunięcie środków „wiejskich” uratowałoby te gospodarstwa, które są naprawdę konkurencyjne. Oczywiście, Polska musiałaby mieć zgodę UE na podobny zabieg, ale moim zdaniem w ramach tych samych osi jest to możliwe.

 

To ciekawy zabieg, sądzi Pan, że do zrealizowania?

Szczerze mówiąc trochę mnie dziwi, że tego rozwiązania nikt jeszcze nie zgłosił, zwłaszcza na poziomie rządowym. Moim zdaniem to jest realne, problem w tym, że zapewne próba wprowadzenia takiego zabiegu wywołałaby ogromny sprzeciw silnego lobby, który na rzecz rolnictwa pracuje. To przemysł, firmy produkujące maszyny, firmy budowlane, usługowe, agencje consultingowe – cała rzesza ludzi, którzy żyją z inwestycji na terenach wiejskich. I nie oszukujmy się, dla nich ważne jest to, aby powstawały nowe inwestycje na wsi. To, że wcześniej rozbudowane i unowocześnione z udziałem ogromnych dotacji gospodarstwa upadną, niewiele tę grupę interesu obchodzi. Nie wspomnę już o tym, że dla takich rozwiązań potrzebna jest wola polityczna, a z tym u nas jak wiadomo bywa nie najlepiej.

 

Uratowanie gospodarstw mogłoby się w ten sposób udać, ale co z problemem podstawowym, czyli nadprodukcją mleka? Dopóki będzie go przybywać na rynku, nie wzrośnie cena – to może oznaczać, że takie dopłaty, o których Pan mówi ciągnęłyby się w nieskończoność, bo rolnicy i tak nie będą mogli sobie bez nich poradzić.

Żeby mleka było mniej, jakaś grupa musi przestać je produkować. Pytanie, jaka. Moim zdaniem z tej produkcji powinny zrezygnować gospodarstwa, które mogą, czyli te, dla których nie jest to podstawowe źródło utrzymania. Zadłużone w bankach ogromne gospodarstwa nastawione na jeden rodzaj produkcji nie mają wyjścia, one będą produkować mleko aż do momentu, kiedy przy tych cenach upadną. Z produkcji mogą zrezygnować rolnicy mający dwie-trzy krowy i tych właśnie należałoby zachęcić do wycofania się z rynku. I tu wracamy do pieniędzy, bo takim rolnikom należałoby zwyczajnie zapłacić, właśnie za zaprzestanie produkcji. W ostatecznym rozrachunku mogłoby to okazać się tańsze niż wszelkie skupy interwencyjne, magazynowanie nadwyżek mleka i programy pomocowe.

 

To rozwiązanie podobne do stosowanego niegdyś w górnictwie, ale jak wiadomo nie skończyło się najlepiej... To poza tym tworzenie kolejnej uprzywilejowanej grupy.

Tak, ale w przypadku tych małych gospodarstw, które w ogromnej mierze prowadzone są przez ludzi starszych, „górnicze” scenariusze są bardzo mało prawdopodobne. Ja rozumiem, że opcja płacenia komuś za to, żeby wycofał się i zrobił miejsce na rynku może budzić sprzeciw, ale powtarzam – nie trzeba w tym celu sięgać do kieszeni podatników. Można zdjąć pieniądze na rekompensaty z puli przeznaczonej na inwestycje na wsi i to suma summarum będzie się sprowadzało do tego samego – ratowania rozwijanych za unijne pieniądze gospodarstw, które realnie mogą stać się konkurencyjne, kiedy minie kryzys na rynku mleka. Resztę załatwią już zwykłe reguły rynku, który miałby szanse wrócić do normalności.

 

Jest jakaś szansa na poprawę sytuacji na rynku mleka?

Obawiam się, że tak naprawdę na razie znikoma. Nie ma widoków na otwarcie nowych rynków zbytu, wciąż jest zamknięta granica wschodnia, nie ma impulsu do wzrostu konsumpcji – tak wygląda sytuacja globalna. Aby ilość mleka na rynku spadła do poziomu pozwalającego przywrócić normalne ceny, a co za tym idzie opłacalność produkcji i przetwórstwa, muszą upaść lub zrezygnować z produkcji mlecznej gospodarstwa – i mówię tu o tysiącach w skali światowej. Najpierw będą się wycofywać poszczególne kraje – widać już taki proces np. w Nowej Zelandii, gdzie jest zdecydowana redukcja pogłowia i tym samym produkcji, a to kraj, który eksportował 95% mleka. Jeśli polskim rolnikom uda się utrzymać dłużej niż Niemcom, Holendrom, Anglikom, Polska przetrwa jako jeden z wiodących producentów mleka. Ale tu znów wracamy do problemu gospodarstw i tego, które upadną – małe, nieobciążone kredytami, ale nierozwojowe, czy duże, doinwestowane, mogące realnie konkurować na światowym rynku gospodarstwa. Obawiam się, że w pierwszym rzędzie mocno przerzedzi się właśnie ta druga grupa, bo to wokół tych najlepiej rozwiniętych gospodarstw zaciska się dziś coraz mocniej pętla kredytowa.

 

Jak wygląda na tym tle sytuacja Spomleku? Mleczarnia poradzi sobie i przetrwa kryzys?

Spomlek jako spółdzielnia w 2015 r. odnotowała lepsze wyniki niż w 2014, a w tym prawdopodobnie poprawimy ubiegłoroczne. Można powiedzieć, że odrabiamy straty z 2014 r., bo wprowadzenie embarga to był dla nas ogromny cios. Eksport do Rosji cenionego tam Radamera był dla nas bardzo istotny, więc zamknięcie granic odczuliśmy chyba najdotkliwiej ze wszystkich polskich mleczarni. Równolegle zaczęły spadać na całym świecie ceny serów, serwatki i mleka w proszku – lata 2014 i 2015 były o wiele łaskawsze dla małych mleczarni, które nie eksportowały swoich produktów, a do nich Spomlek się nie zalicza.

Dziś sytuacja rysuje się trochę inaczej i szanse przetrwania mają po prostu dobre mleczarnie, niezależnie od tego, co i na jaki rynek produkują. O ile w 2014 i 2015 mieliśmy realny problem z płaceniem naszym rolnikom za mleko średniej ceny krajowej, o tyle rokowania na 2016 r. są lepsze. Będziemy w stanie płacić naszym dostawcom wyższą cenę niż inne mleczarnie w Polsce i nie generować strat. Na realne zyski trzeba będzie jednak poczekać.

 

Dziękuję Panu za rozmowę

  • gal anonim

    Zgłoś

    jak to jest ze radzyn placi w bieszczadach za litr mleka 1,5zł a na swoim terenie duuuzo mniej gdzie jest rada nadzorcza????

  • pryzjaciel bajki

    Zgłoś

    dziwię się e chłopy nie zrobili z bajką to co on ze Skomrą

  • Skomro wróć

    Zgłoś

    Żałuję i przepraszam że kiedyś poparłem Bajkę

  • do bajki

    Zgłoś

    panie Bajko przyjrzyj się pan jak radzą sobie inne mleczarnie jak mają tam zwykli pracownicy od których handel nie zależy ile za litr mleka biorą tam rolnicy czy w którejś szanu jącej się spółdzielni dokładają do produkji Czas odświeżyć ludzi odpowiedzialnych za handel i swojego zastępcę albo sam

  • trzyczwarte miliona

    Zgłoś

    gdy nastał kryzys prezes Ryk obniżył sobie do trzy i pół tysiąca miesięcznie a pan Wspólnota podała a pan robotnikom i chłopom bodajże tym drugim już nawet do 70 groszy za litr no cóż zmusić chłopów do rezygnacji łatwiej w przyszłości utworzy się spółkę akilka transportów więcej mleka niwiadomego pochodzenia i wątpliwej jakości zastąpi braki

  • do edwarda bajki

    Zgłoś

    może mi pan wytłumaczy niespójność wyników z badaniami zlecanymi przez spomlek i nie zalerznymi od spomleku lublin wie kto mu płaci

  • Edward Bajko do Marcela

    Zgłoś

    Panie Marcelu,
    Pan po prostu kłamie. Dlaczego? Naprawdę bardzo bym chciał poznać powody. Proszę zadzwonić do sekretariatu i przedstawić się jako "Marcel", a sekretarka mnie z Panem połączy.
    Edward Bajko

  • marcel

    W odpowiedzi na: Edward Bajko do Marcela Zgłoś

    taaa jasne jak wy nawet na żadne pismo nieodpowiadacie róbta tak dalej..

  • marcel

    Zgłoś

    spomlek złodzieje oszuści okradają ile wlezie udziałów nie chca oddawać złodzieje !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!













    1

  • obserwator

    Zgłoś

    Mówisz pan panie prezesie że są mleczarnie które sprzedają niemiecki ser jako własny a nie mówisz pan z kąt bierze pan mleko co cysternami przyjeżdża do mleczarni a swoim tnie się jak może

  • dojony

    Zgłoś

    dla mnie 80 groszy za litr dla prezesów ponad 700 tysięcy złotych jak podawała Wspólnota może w końcu ktoś nad tym się zastanowi ja mam dokładać do mleka to może i prezes będzie chodził za darmo do pracy przecież to nie ode mnie zależy sprzedaż

  • gość

    Zgłoś

    Jestem pod wrażeniem! dawno nie widziałem w internecie takiej spokojnej i wydaje mi się merytorycznej (w temacie sie nie orientuję)dyskusji, jednak można bez obrażania podyskutować na argumenty,brawo panowie.

  • Edward Bajko

    Zgłoś

    Do radzyniaka
    Nie jest dzisiaj możliwe funkcjonowanie mleczarni w takiej formie, jaką pamięta Pan sprzed lat (ja też) i powodem nie są megalomańskie zapędy prezesów mleczarni, ale przeobrażenia w sferze handlu. Małe prywatne sklepiki zaopatrywane przez lokalne mleczarnie w cały nabiał już praktycznie zniknęły. Radzyniacy kupują teraz nabiał głównie w Biedronce, Lidlu i Tesco. Czy wie Pan, że nasz towar do tych radzyńskich sklepów oddalonych od mleczarni o kilkaset metrów jedzie czasami kilkaset kilometrów poprzez magazyny centralne sieci handlowych? Kierownik radzyńskiej Biedronki, Lidla czy Tesco nie może sam naszych produktów zamówić, ani my nie możemy mu przywieźć bezpośrednio, gdy zabraknie ! Dotyczy to zresztą nie tylko gigantów handlowych, ale również małych sklepików, które działają w tzw. franczyzie. Nie możemy myśleć lokalnie, gdy nasza dzienna produkcja sera wystarczyłaby na zaopatrzenie wszystkich sklepów w Radzyniu (dużych i najmniejszych) przez cały rok. Tyle mleka kupujemy od naszych rolników i musimy je sprzedawać na całym świecie. Tylko dzięki temu, że Spomlek stał się firmą globalną może Pan znaleźć nasze produkty na półkach praktycznie wszystkich sklepów w Radzyniu. Duże sieci handlowe nie kupują (niestety) od małych lokalnych producentów, bo muszą mieć ogromne partie towaru o wysokiej jakości. Lokalny patriotyzm, który bardzo cenię, musimy pogodzić z wyzwaniami dzisiejszej rzeczywistości, bo inaczej kilkuset ludzi straciłoby w mleczarni pracę, radzyniacy kupowaliby zagraniczne sery, a okoliczni rolnicy musieliby sprzedawać mleko do mleczarni, której nie byliby właścicielami.
    Z poważaniem
    Edward Bajko

  • radzyniak

    Zgłoś

    Pewnych rzeczy to i ja nie pojmuje.Przecież Spomlek przejął zadania od poprzedniczki ,którą zakładali miejscowi rolnicy.Oni wnosili udziały i za ich własne pieniądze /poprzez FRR/ budowane były zlewnie mleka. Dzisiaj są wsie w naszym okrojonym powiecie,gdzie nie ma żadnej krowy, a zlewnie pełnią inne funkcje, bo nie ma co kupować. W tym czasie, kiedy Spomlek świadomą polityką niszczył naszych hodowców sprowadzał z innych rejonów Kraju każdego dnia dziesiątki tysięcy litrów mleka. To nie było żadną tajemnicą, że mleko ściągano z odległości około 300 km. Czyli jeden kurs wymagał przejechania trasy przeszło 500 km.Obecnie Prezes w swojej wypowiedzi wyraźnie zdeklarował, ze należy tych drobnych rodowitych właścicieli tego Zakładu do końca wyeliminować.Natomiast już znalazł poparcie w oddalonych od Radzynia o 439 km. Młynarach i Chojnicach oddalonych o 547 km.Tam też idą potężne środki finansowe jak zbudowanie nowej serowni.Panie Prezesie , przecież i Pan już od wielu lat utożsamia się z naszym miastem a nie z pomorskim, czy warmińsko - mazurskim. Należy wykazać więcej patriotyzmu lokalnego, a sprawy Kraju zostawić istniejącemu Krajowemu Związkowi Spółdzielni Mleczarskich. Na miejscu Pana wstydziłbym się że swoim działaniem pozwala Pan na nieźle prosperujący sklepik a w zasadzie stoisko mleczarni z Michowa. Oni z potrafili trafić do odbiorców radzyńskich. A tak potężny Zakład z rozbudowaną biurokracją nie ma inwencji , aby zaoferować mieszkańcom Radzynia Podlaskiego wyśmienitych produktów począwszy od mleka, maślanki, masła i różnego rodzaju serów. Nie mówię już o małej mlecznej gastronomi.Dofinansowanie klubu Orląt wszystkiego nie załatwia.Krytykuje Pan pewne posunięcia rządowe a sam podąża identyczną drogą. Już biurowce Pan sprzedał ratując budżet, a może zastępcy przesiedliby się do własnych aut jadąc do miejsca zamieszkania.
    W czasie zmian kadrowych określiłem wtedy Pana jako bohatera. Może po pewnych przemyśleniach należałoby zmienić front działania.Życzę Panu wielu przemyślanych sukcesów.

  • Żan Żil

    Zgłoś

    Szanuję Pana Panie Prezesie, ale w tym wywiadzie wypowiada się Pan jakby był pan komisarzem UE d/s produkcji mleka albo co najmniej ministrem rolnictwa Jurgielem. Wywiad w Opiniach nie zmieni sytuacji mleczarstwa w Polsce i nie ma żadnego wpływu na rolników na wspólnym rynku i nie przekona ich do zmniejszenia pogłowia krów. Pomysły są całkowicie księżycowe, właśnie odeszliśmy od kwot mlecznych a Pan proponuje de facto znowu ich wprowadzenie! Niech się Pan lepiej zajmie zarządzaniem SPOMLEKIEM bo jak widać to Panu nieźle wychodzi i niech zajmie się Pan maksymalizacją zysku spółdzielców...

  • 44

    Zgłoś

    Litr mleka u rolnika 80 groszy, litr białej wody o smaku mleka w sklepie 2,5 zł, może tutaj tkwi jeden z problemów?

  • dostawca

    Zgłoś

    Panie Prezesie niech pan ujawni jakie to mleczarnie, co pan mysli o tym żeby zgłosic to ministrowi rolnictwa a chyba dobrze go Pan zna żeby mleczarnie które importują ser nie mogły korzystac ze skupu interewencyjnego ani innej pomocy publicznej, co pan na to?

  • do łosia

    Zgłoś

    dobrze że lokalne media nie atakuja a starają sie dowiedziec co słychać i z jakimi problemami boryka się jedna z najwiekszych firm w regionie, przypominam sobie artykuły ze wspolnoty radzynskiej jak próbowały podkręcić atmosferę przeciwko spomlekowi, naprawdę żenada, od sprawdzania i nadzoru nad prezesem są udziałowcy, jesli oni uważają że jest okey to media nie powinny szukać sensacji tam gdzie jej nie ma.

  • do patrioty

    Zgłoś

    Faktycznie pomysł może i całkiem niezły ale wydaje mi sie że nie z ekonomicznego punktu widzenia a wyłacznie wizerunkowego, spomlek mógłby sie chwalić że lokalna społecznośc stoi murem za mleczarnią i traktuje ją jak coś swojego, do tego potrzebny jest jednak sklep firmowy by mieszkańcy radzynia czy nawet powiatu( no i oczywiście przyjezdni jeśli by wiedzieli) mogli ten ser kupić w promocyjnej cenie chociażby w takiej jza jaką mleczarnia sprzedaje marketom, uszczerbek dla finansów zakładu zaden a korzyści spore, oczywiście mogę się mylic ale ja tak bym to widział.

  • lokalny patriota

    Zgłoś

    Super pomysł! róbmy akcję jemy radzyńskie sery, trzeba by na faceeboku i spomlek jakoś w to właczyć , może jakiś konkurs albo co?, przecież to nasza mleczarnia i powinnismy ją wspierać, a tak na marginesie to nie sądziłem że hodowcy krów są w takiej trudnej sytuacji, dziwię się im że o tym głośno nie m\ówią, wstyd im że głosowali na PIS?

  • Łoś

    Zgłoś

    Brawo, Opinie - macie zdecydowanie najlepsze dziennikarskie pióra w Radzyniu. A Spomlek niech się trzyma. I tak trochę żartem - na złość Putinowi jedzmy radzyńskie sery!

  • mario

    Zgłoś

    bardzo ciekawy tekst, chodzi mi przede wszystkim o pomysł rozwiązania problemu związanego z trudną sytuacją rolników. Tylko chyba jednaak tak jak Prezes twierdzi brak woli by przynajmniej by go dogłębnie przemyślec a naprawdę szkoda nas rolników by to cco budowaliśmy od wielu lat namawiani na rozwój gospodarstw moze szlag trafic.

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Radzyń Podlaski

Redaktor prowadzący - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

Biała Podlaska

Redaktor prowadzący - Marcin Kozarski

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-825

Parczew

Redaktor prowadzący - Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Współpraca:

Małgorzata Brodowska (dziennikarz)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin