Blisko 200 rozpoznanych gatunków ptaków, setki godzin spędzonych na obserwacjach w Polsce i poza jej granicami, kilogramy sprzętu fotograficznego, tysiące skatalogowanych zdjęć i ciągły niedosyt, bo można zrobić zdjęcie jeszcze lepsze... - o pasji fotografowania ptaków z Wiesławą Bajko, ornitologiem-amatorem i pasjonatką fotografii.

W.BajkoPani Wiesławo, ile gatunków ptaków pani zna i rozpoznaje?

To akurat sprawdziłam kiedyś z ciekawości, bo przeczytałam artykuł o Klubie 300. Należą do niego osoby, które zaobserwowały co najmniej 300 gatunków ptaków w Polsce. Podobno już jak się ma dwieście, to jest bardzo dobrze. Policzyłam więc swoje, ale tylko te sfotografowane, czyli udokumentowane. Wyszło mi wtedy coś ponad 178. Teraz trochę doszło. Niektóre ptaki widziałam, ale nie mam zdjęć, więc ich nie liczę. Są takie, w większości drapieżniki, które widziałam, ale ich nie rozpoznam - mam je sfotografowane, ale to są tak marne zdjęcia, że zostawiłam je tylko po to, że może kiedyś a nuż ktoś fachowym okiem spojrzy i powie mi jaki to gatunek. No oczywiście nie wliczam do tego zbioru zupełnie nowych, nikomu nieznanych gatunków (śmiech).

 

To znaczy?

Podobno to nie omija żadnego początkującego ornitologa-amatora czy fotografa, który para się uwiecznianiem ptaków. W pewnym momencie każdy z nas odkrywa zupełnie nowy gatunek, którego nikt nie widział i nikt nie opisał w żadnym atlasie, po prostu odkrycie na skalę światową i coś niezwykłego. Mnie też to nie ominęło rzecz jasna, sfotografowałam kiedyś ptaka i byłam święcie przekonana, że to jest to nowy gatunek. Rzeczywistość wyprowadziła mnie z błędu (śmiech).

Rozpoznawanie ptaków nie jest łatwe, zwłaszcza młodych, często są do siebie bardzo podobne. Niektóre można rozpoznać tylko po śpiewie a zdarzają się też samice, które trudno sklasyfikować na pierwszy rzut oka. Nadal nie jestem znawcą, ale tu w Polsce wiele gatunków już rozpoznaję. Ostatnio w Sobieszewie natknęłam się na trzy gatunki, których do tej pory nie widziałam i nie znałam. Ale już przynajmniej wiem, gdzie ich szukać, żeby je prawidłowo nazwać – tego wśród brodźców, tego w grupie biegusów, łatwiej mi już się odnaleźć. Pamiętam, że gdy kiedyś byłam w Meksyku i przywiozłam kilka tysięcy zdjęć nieznanych ptaków, to potrafiłam mój ogromny atlas przewertować strona po stronie, żeby znaleźć sfotografowanego ptaka i dowiedzieć się jak się nazywa. Teraz już nawet w bardziej egzotycznych zakątkach udaje mi się rozpoznawać „miejscowe” okazy i staram się ich uczyć.

 

Pani pasja zaczęła się od...?

Dzięcioła zielonego. To było ładnych kilka lat temu, Gacek, znaczy Ala, moja córka pokazała mi w aparacie zdjęcie i zapytała „jaki to ptak”. Aż westchnęłam, bo to był pięknie ujęty dzięcioł zielony i poczułam, że chcę, no po prostu muszę też robić takie zdjęcia. Naciągnęłam Edka na aparat, bo wtedy już chyba nie pracowałam, kupiliśmy tzw. automat dla idiotów (śmiech), chociaż to był jak na tamte czasy całkiem niezły sprzęt, z 17-krotnym zoomem, można już było się pobawić. I zaczęłam robić zdjęcia. Robię, robię, robię i nic. Wszystkie były beznadziejne, jakbym się nie starała, nie wychodziło. Od czasu do czasu uderzałam w płacz, że ja nigdy nie zrobię dobrego zdjęcia, dołek kompletny. Zaczęłam czytać więcej, szukać, co robię źle i Gacek podsunął mi, że powinnam mieć lustrzankę. No dobrze, kupiłam lustrzankę, poczytałam, dobrałam sama obiektyw 70-200, bo uznałam, że do fotografowania ptaków będzie najlepszy. Okazało się, że najlepszy to on jest, ale jeśli ptak siedzi jakieś półtora metra ode mnie, więc doszedł konwerter, miałam już 70-280, ale wtedy traci się na świetle, najmniejszą przesłonę miałam 5,6... Same problemy techniczne, a to był dopiero początek.

 czapla rdzawoszyja

 

Sama uczyła się pani tych technicznych szczegółów?

Sama też, ale trochę mi podpowiadali znajomi, zięć, dużo czytałam w internecie, w ogóle było z tym dużo zabawy. Aparat wymieniłam jeszcze raz (robi 10 klatek na sekundę) na lepszy i... dużo cięższy. Teraz mam obiektyw 100-400. Cały osprzęt, który zabieram ze sobą na „polowanie” waży wraz ze statywem dobrych kilka kilogramów i powiem szczerze, że już coraz trudniej mi to nosić, nie mówiąc już o utrzymywaniu nieruchomo aparatu z wysuniętym obiektywem, gdy chcę zrobić zdjęcie z "biegu". A słowo nieruchomo to klucz niestety.

 

 

Gdzie najczęściej robi pani zdjęcia, tutaj w okolicy, na wyjazdach?

Bardzo różnie. Tu u nas, blisko domu, w okolicach Czemiernik, przy stawach w Siemieniu – stamtąd pamiętam piękne czaple siwe, całe stado i jedna biała wśród nich. One nie odleciały na zimę, stały na tej zamarzniętej wodzie, dookoła śnieg, mróz, niesamowity widok. W Czemiernikach widziałam podgorzałkę, taki ptak podobny do kaczki czernicy, różnią się chyba tylko kuperkiem. Tu u nas i w Adamkach różnorodnych ptaków była cała masa, ale jest ich coraz mniej, PUK się rozrasta, jest więcej domów, giną miejsca, gdzie gnieździło się wiele gatunków. Dużo zdjęć robiłam też na naszych polskich pojezierzach, z łódki, z pola, a czasami z samochodu. Edek woził mnie i do tej pory wozi, choć jakoś rzadziej (śmiech) w różne miejsca, docieraliśmy bladym świtem, on rozkładał sobie fotel w aucie i spał, a ja szłam na kilka godzin, żeby położyć się w trawie w specjalnym maskującym stroju i czekać. Fotografowanie i w ogóle samo obserwowanie ptaków to głównie czekanie.ja

 

Kilka godzin leżenia w trawie?

No kilka, bo kilkanaście to raczej by na mnie nie czekał (śmiech). Po kilkanaście spędzam czasami w czatowniach.

 

W czatowniach? A co to takiego?

Są to dobrze zamaskowane szopy, ustawione w miejscach, gdzie można obserwować dzikie zwierzęta, w moim przypadku ptaki. Do czatowni wyjeżdżałam najczęściej na zorganizowane warsztaty fotograficzne. Zbiera się kilku zapaleńców, jedziemy w dzicz, siadamy w szopie z maleńkimi okienkami, takimi na obiektyw i... czekamy. Staramy się przesadnie nie ruszać, a już z pewnością nie mówić, bo drapieżne ptaki, a na takie zazwyczaj się jedzie, są niezwykle ostrożne i płochliwe. Kiedy się już zjawią, trzeba poczekać, aż zaczną żerować, a tu jest się niezwykle podekscytowanym i zdarza się że ktoś nie wytrzyma napięcia, naciśnie spust migawki na serię i w sekundę po ptakach ani śladu.

 

I naprawdę w takim miejscu spędzacie kilkanaście godzin?

Dziesięć, dwanaście, piętnaście, różnie. Zazwyczaj zaczyna się, kiedy jest jeszcze ciemno. Trzeba ustawić statyw, aparat, bo już w takim ustawieniu zostaje i nie można nim ruszać, a jeśli to bardzo powoli i ostrożnie. Okna w czatowni zamiast szyb są zasłonięte materiałem i wystaje tylko osłona obiektywu. Są dwa poziomy okien i można wybrać czy zdjęcia będą robione na leżąco, czy na siedząco. Nawet do polowego kibelka wyjść można, bo jest taki w przedsionku na tyłach. Tylko zapalić niestety się nie da (śmiech). Wychodzi się na zewnątrz po zmroku, żeby następnego dnia ptaki wróciły, żeby ich nie przepłoszyć. Mam też swoją własną mobilną czatownię, więc czasem kiedy jadę w teren, zabieram ze sobą kilkanaście kilogramów samego ekwipunku.

 

Ale jednak coś panią pcha w ten teren, w środku nocy lub nad ranem, z perspektywą, nazwijmy to delikatnie, ograniczenia wygód...

Bo to są wyprawy warte wszystkich niewygód, wstawania w nocy i ślęczenia z aparatem. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jest coś niesamowitego, kiedy można na własne oczy zobaczyć bijące się o jedzenie bieliki, myszołowy, startującego na wodzie kormorana, połykającego krewetkę biegusa, niebieskie kraski, bajecznie kolorowe żołny, czy wyglądającego z daleka niepozornie szpaka, który połyskuje różnego koloru plamkami. Zobaczyć i uwiecznić, a jeśli jeszcze uda się to zrobić w jakimś ciekawym momencie, kiedy coś się dzieje, to jest dopiero coś.

 

Czy są gatunki ptaków, które łatwiej fotografować niż inne? Takie bardziej wdzięczne modele?

To zależy głównie od tego, jaką drogę ucieczki ma ptak. Najtrudniej fotografuje się drapieżniki. Do takiej sikorki, młodej, podejdę na pięć metrów. Podejdę, ostrożnie, ale podejdę i zrobię zdjęcie. A do takiego myszołowa na pięćdziesiąt, zjawię się trochę bliżej i już go nie ma. A z pięćdziesięciu metrów to już nie jest takie zdjęcie, jakie mnie interesuje. Im większy ptak, tym droga ucieczki dłuższa. Kiedyś robiłam dzikie ptaki z samochodu, całą zimę Edek mnie woził tu po okolicy. Mieliśmy kiedyś Fronterę z szyberdachem, otwierałam, stawałam w dachu, ale to na nic. Uciekały, auto trzęsie, trudno jest złapać ostrość, zwłaszcza bez statywu, oko nie wychodziło...bielik

 

Oko?

W ptasich zdjęciach najważniejsze jest idealnie wyraźnie, odcinające się, żywe oko. Ostry musi być jeszcze przynajmniej kawałek dzioba, ale zdjęcie – choćby najpiękniejsze – bez wyraźnego oka się nie liczy. Kto wymyślił te zasady, nie mam pojęcia, ale faktycznie tak jest i w żadnym konkursie zdjęcie z nieostrym okiem nie ma szans. Oczywiście można zdjęcia trochę obrobić w odpowiednich programach, wszyscy tak robią, ale bez podstawy niewiele da się zdziałać. Poza tym to jest coś – uchwycić drapieżnika z TYM okiem.

 

Są jeszcze jakieś wytyczne dla ptasich fotografów?

Sporo (śmiech). Ważne jest kadrowanie, kompozycja, wiele zdjęć mam tak naprawdę do wyrzucenia, bo ptak kawałeczkiem wychodzi z kadru lub jest nie w tym miejscu, w którym być powinien. A że najpiękniejsze zdjęcia to zdjęcia w ruchu, mamy dodatkową poprzeczkę, zresztą podobnie jak większość osób, które fotografują zwierzęta. Choć trzeba przyznać, że ptaki chyba najtrudniej jest „złapać”. Ale tak naprawdę o fotografii mogą wypowiadać się zawodowcy. Ja uważam, że bardzo niewiele jeszcze umiem. Strzelam do oporu, seriami, chociaż już radzę sobie z własnymi nastawami aparatu i czasami się udaje zrobić zdjęcie, które mogę pokazać.

 

Chyba nie tak rzadko - publikowała pani prace na portalu National Geographic Polska, jest pani aktywna na forach ornitologów-fotografów, bierze pani udział w konkursach. Kiedy weszła pani tak na dobre w to „ptasie towarzystwo”?

Właściwie od samego początku. Kiedy zaczynałam zabawę z fotografią, wchodziłam na stronę National Geographic, tam jest galeria fotograficzna, w której można publikować swoje prace, ja oczywiście byłam zainteresowana wyłącznie zdjęciami ptaków. Przez jakieś półtora roku tylko oglądałam i tak strasznie, ale to strasznie chciałam zrobić w końcu fotografię, którą mogłabym sama wrzucić. Wreszcie się odważyłam. Na stawach w okolicach Siemienia wyskoczył mi z wody w odległości kilku metrów kormoran i zdążyłam. Cudem, po prostu cudem zrobiłam pełną klatkę, nie obcięłam go. Oglądałam zdjęcia jeszcze w aparacie w drodze do domu, czy aby wyszło ostre, no ostre, w domu szybko zrzuciłam na komputer – ostre!kormoran kopia Wtedy to zdjęcie wydawało mi się cudowne, dziś już tak nie uważam (śmiech), ale zdecydowałam, że to pokażę. Dam. No chyba mam wreszcie zdjęcie, które mogę pokazać. Wrzuciłam je i dosłownie po trzech dniach napisała do mnie redakcja, czy nie zgodziłabym się na jego wydrukowanie. Jeju, jaka ja byłam szczęśliwa! To było tak niesamowite, tak cudowne, że czułam się, jakbym zdobyła nie wiadomo jaką nagrodę. Zaczęłam wklejać kolejne zdjęcia i to był chyba drugi początek mojego fotografowania.

 

Dlaczego drugi? Nauczyła się pani więcej, czy to była motywacja?

Nauczyłam się na tym portalu ogromnie dużo. Każdy, kto zamieszczał swoje prace poddawał się ocenie, na temat moich zdjęć też się wypowiadano. Niektórzy „jechali” po mnie strasznie, inni dawali wskazówki, radzili. Wszystkiego się tak dowiadywałam, zwłaszcza że niektórych można było podglądać...

 

Podglądać?

No tak, niektórzy nie chowali parametrów zdjęć i można było podejrzeć – czas, przesłonę, ISO... Rzadko wprawdzie, bo raczej każdy, ja już teraz też, strzegą takich rzeczy, ale czasami się udawało. Niektórzy na forum pisali do mnie, a ja nawet przy krytyce nie wdawałam się w pyskówki, więc zrobiło się sympatycznie. Sama długo nie oceniałam zdjęć, kiedy pierwszy raz dałam naprawdę pięknemu zdjęciu 4,5 przy skali ocen od 1do 5, sypnęły się na mnie gromy. Matko, a ja naprawdę nie wiedziałam, że trzeba dawać wyłącznie maksimum (śmiech). Wtedy się zorientowałam, że jest też sporo złośliwości, zazdrości i czasem niezdrowej konkurencji. Ale do tej pory mam stamtąd wielu dobrych znajomych, jesteśmy w kontakcie, spotykamy się, dyskutujemy, razem robimy ptasie fotografie. Mamy na stronie national-geographic.pl swoje społecznościowe konkursy, wymyślił to kolega z Australii, doskonały fotograf zresztą, są różne tematy. Zupełnym przypadkiem wygrałam jakiś czas temu nasz konkurs na kapliczkę. Byliśmy z mężem w Bieszczadach, była piękna mgła o świcie, wyciągnęłam Edka oczywiście od razu na ptaki, a po drodze była stara kapliczka. Zrobiłam ją iPadem i to przypadkowe zdjęcie wygrało. W niektórych konkursach biorę udział, w innych nie, bo jednak ja lubię fotografować ptaki i teraz cieszę się z wygranego czaplą trójbarwną konkursu Portret zwierzęcy. Chyba nie umiem robić innych zdjęć oprócz ptasich, chociaż nie powiem, żebym i w tym była bardzo dobra. Myślę, że jeszcze wiele, wiele mogłabym się nauczyć.

 

Ma pani katalog z tysiącami zdjęć. Czego brakuje w pani kolekcji, jest jakiś ptak, na którego szczególnie chciałaby pani zapolować?

Chciałabym zobaczyć kiedyś w naturze cudowronkę, czyli ptaka rajskiego. Pewnie się nie uda, one występują w Australii i Nowej Gwinei, na Molukach. Ale proszę spojrzeć, jak bajecznie wyglądają. Chciałabym im zrobić zdjęcie, takie, jakiego jeszcze nie było.

 

Czapla trójbarwna
Dzwońce
Ja
Kormoran - Kopia
Węglik antylski
Zimorodek
Żołny
Bielik
Czapla rdzawoszyja

 

 

  • Walek

    Zgłoś

    Jestem z Ciebie taaaaaka dumna moja kochana siostro.Trzymaj tak dalej.

    0 Lubię
  • Basia

    Zgłoś

    Wiesiu! Podziwiam Twoja pasję, talent i odwagę.

    0 Lubię
  • Myszka

    Zgłoś

    Zdjęcia robi przepiękne i podziwiam ją za ogromna cierpliwość siedzenia w tych krzaczorach :), a nawet w wodzie. Mam nawet taką przyjemność, że Jej zdjęcia pięknie się prezentują na ścianie w mym mieszkaniu. Cioteczko życzę Ci, aby Twoje marzenie sfotografowania rajskiego ptaka się spełniło.

    1 Lubię
  • Leszek

    Zgłoś

    Piękna pasja, w wyniku której powstają piękne zdjęcia.Pozdrawiam też "zarażony" Leszek

    0 Lubię
  • Andrzej Giszczyński

    Zgłoś

    Gratuluję i bardzo pozdrawiam

    0 Lubię
  • Jadwigaewa

    Zgłoś

    Wiesiu, Wichurko, pięknie opowiadasz o swojej pasji a jeszcze piękniej pokazujesz na zdjęciach. Mnie laskocze ze należę do Twoich znajomych.

    0 Lubię
  • nieblondynka

    Zgłoś

    Wiesiu Wichuro Ty moja kochana! Jak miło poczytać...to jakby słuchać ciebie,kiedy się nie może na żywo :))) Szalona kobieto pełna wariactwa w zdrowym tego słowa znaczeniu...:) Od Ciebie się uczyłam i dzięki Tobie mam możliwość poczucia w niewielkiej mierze tego szaleństwa ,o którym tu opowiadasz :) Dziękuję za Wtedy,dziękuję i pozdrawiam najgoręcej jak umiem .Buziaki!! Aga

    0 Lubię
  • Dariusz Serafin

    Zgłoś

    Piękne okazy i fotografie,fajny wywiad.Cieszy ,że jedziemy na tym samym wózku :) Pozdrawiam.

    0 Lubię
  • Maniek

    Zgłoś

    Niestety na portalu N.G. nie da się zbyt wiele nauczyć:) Wiem -ładnie to brzmi -miałe(a)m zdjęcie publikowane w NATIONAL GEOGRAPHIC ,jednak to portal (casopismo) bynajmniej w wersji Polskiej TYPOWO KOMERCYJNY . Proponuję strony TEMATYCZNE, (nie będę tu reklamował) każdy kto w tym jakiś czas siedzi wie o których tu piszę,wtedy może się już okazać że zdjęcia nie są tak wspaniałe , a najwięcej można się nauczyć na krytyce .
    P.S. Masz bardzo lekki zestaw foto:),od tego całą zabawa się zaczyna:)

    0 Lubię
  • Piotrek

    Zgłoś

    Piękne zdjęcia i piękna pasja

    1 Lubię
  • hakorn

    Zgłoś

    piękne zdjęcia i wspaniała opowieść o pasji, Wichuro, gratuluję wytrwałości :)

    2 Lubię
  • Gacek

    Zgłoś

    Zdecydowanie subiektywnie stwierdzam, że zdjęcia są genialne!!?Te zamieszczone wraz z wywiadem i wiele innych, które widziałam!I tak mi przyszło do głowy, że akurat Ty Maweru nie powinnaś się dziwić, skąd we mnie tyle cierpliwości niezbędnej do mojej pracy...wierze, że "upolujesz" kiedyś tego ptaka z raju...

    3 Lubię
  • NoRunningSucks

    Zgłoś

    Każda pasja jest wspaniała. Świetny wywiad, piękne zdjęcia :)

    1 Lubię
  • Joko

    Zgłoś

    Świetny tekst, piękne zdjęcia. I jakoś tak odświętnie się zrobiło ...

    1 Lubię
  • Aga

    Zgłoś

    Wspaniałe! Gratuluję samozaparcia i poświęcenia. Na szczęście nic w internecie nie ginie :)

    1 Lubię
  • stały czytelnik

    Zgłoś

    Super zdjęcia!! czy nie można by ich więcej zamieścić? wywiad też super , tak fajnie się czyta.

    1 Lubię
  • Alicja

    Zgłoś

    Można patrzec na te zdjęcia bez końca, przenosza człowieka w inny świat...

    1 Lubię
  • Monika

    Zgłoś

    Piękne te zdjęcia, aż opowieść za skromna! Gratulacje !

    2 Lubię
Możliwość dodawanie komentarzy chwilowo jest wyłączona

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Kontakt:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

 

Dziennikarze

Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Małgorzata Brodowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin