Zwykły facet, który zdobył doświadczenie w dużym mieście, a teraz chce pracować dla swojej gminy, swoich sąsiadów i swojego środowiska - z Marcinem Czyżakiem, kandydatem na wójta gminy Borki, rozmawia Sławomir Karwowski.

 

MC1aZamknie Pan małe szkoły, pomoże wybudować chlewnię, zwolni Pan urzędników zatrudnionych przez obecnego wójta, zatrudni Pan byłego wójta z PSL na stanowisku sekretarza, wprowadzi Pan przy tym marazm i cofnie gminę w czasie... Jeśli poczyta się komentarze pisane najwyraźniej przez Pana przeciwników, to wizja gminy po ewentualnym objęciu przez Pana rządów jawi się w ciemnych barwach.

Tak, czekam jeszcze na plotki lub komentarze, że do zamkniętych przez mnie szkół wpuszczę świnie, a wszystkie miejscowości oprócz Bork i Woli Osowińskiej zaorzę i posadzę las. Nie wiem tylko, jakim cudem moi oponenci chcą wmówić mi taką szaloną aktywność przy jednoczesnym nicnierobieniu, które mam preferować. A tak zupełnie serio – cieszę się, że kampania dobiega końca i to nie ze względu na komentarze na forach internetowych. Codziennie spotykam się z mieszkańcami i codziennie słyszę, że „A mówią, że pan to chce szkoły zamykać...”, albo „A podobno pan to tylko z PSL-em teraz będzie żył dobrze”, albo „Ludzie się boją o pracę, bo podobno ma pan zwalniać...”. Na moim profilu FB zagościły boty, czyli setki fałszywych kont zaznaczających mi „antylajki”. To wszystko jest w sumie śmieszne, ale kiedy przy tym słyszę o prowadzeniu uczciwej walki, służbie, honorze, to widzę spory zgrzyt. Nie jestem wychowany w armii, może to faktycznie kilka punktów mniej w skali oceny człowieka, nie wiem. Mnie wychowali moi rodzice, moi nauczyciele, moi bliscy. I śmiem twierdzić, że wychowali mnie na osobę, która nie musi odmieniać uczciwości przez przypadki, tylko uczciwie postępuje. Nauczyli mnie też, tak jak ja z żoną uczymy teraz nasze dzieci, że tu jest nasz dom. A o dom się dba. I to dlatego, a nie w trosce o swój byt, staram się o stanowisko wójta.

 

Podobno, jak głoszą komentarze na naszym portalu, szuka Pan poparcia nawet w kościele i od czasu rozpoczęcia kampanii co niedzielę siada Pan w pierwsze ławce...

Szczerze mówiąc, od kilkunastu lat raczej siadamy z rodziną w naszej ulubionej trzeciej, w pierwszej wtedy, kiedy nie ma już miejsca (śmiech). Cóż, ja w kościele szukam raczej innych rzeczy niż poparcie, ale może faktycznie to przyzwyczajenie do bliskości ołtarza mi zostało, w końcu kiedyś byłem ministrantem. A już tak zupełnie serio – takie rzeczy mogą mówić ludzie wyłącznie w złej wierze i nawet nie chce mi się tego komentować. Dla mnie naprawdę są obszary, które powinny być absolutnie wyjęte z jakiejkolwiek kampanii. Wiara i przekonania osobiste do nich należą.

 

Walka o głosy bywa brutalna, a już na pewno na takim etapie, przy drugiej turze wyborów. Może tak właśnie to ma wyglądać.

Nie, nie zgadzam się z tym. A nawet jeśli ktoś chce narzucić takie reguły, to ja nie muszę się im podporządkowywać. Nie mam zamiaru mieszać nikogo z błotem i twierdzić - jak robią to inni - że za czasów tego czy innego wójta gmina marniała. Wręcz przeciwnie, widzę, co dobrego działo się w poprzednich kadencjach, nie tylko za obecnego wójta, ale też za wójta Mateusiaka, który zrealizował wiele potrzebnych mieszkańcom zadań. Ale też zwyczajnie widzę, że wiele rzeczy można zrobić lepiej, sprawniej i spokojniej. I mam, podobnie jak wielu mieszkańców, dosyć pogłębiających się podziałów w naszej gminie.

W swojej pracy zarządzam 130-osobowym zespołem. Wcale nie przez wszystkich byłem witany z otwartymi ramionami, ale z każdym z moich pracowników byłem w stanie się dogadać. A byłem w stanie to zrobić, bo nie walczyłem o władzę czy pokazanie przewagi. Ja pracowałem dla efektu, a tym efektem były setki inwestycji w całym województwie. Tysiące mieszkańców, którym właściwie wykorzystane środki unijne poprawiły byt. I to było ważne, a nie to, czy ktoś z kim współpracuje, lubi PiS, PSL, SLD czy może niebieskie króliki.

 

Musiał się Pan liczyć z atakami właśnie na podstawie Pana związków partyjnych - jest Pan członkiem PSL, chociaż startuje Pan z własnego komitetu.

Nie startuję z własnego komitetu. Startuję z komitetu, który stworzyliśmy wspólnie z reprezentantami każdej miejscowości w gminie, rozmawiając, omawiając program, niejednokrotnie ścierając poglądy. Wypracowaliśmy wspólnie pomysły na gminę i mieszkańcy nam zaufali. Dołączyli do nas radni z KWW Działamy Dla Gminy Borki, bo nasz program jest im bliższy. Program, nie czyjakolwiek przynależność partyjna, bo na poziomie samorządu to pomysł na gminę się liczy.

Jestem członkiem PSL od dawna i nigdy się tego nie wypierałem. Cenię to ugrupowanie i pomimo spadającego w tej chwili poparcia nie mam zamiaru się go wypierać. To również jest kwestia honoru. Ale nie jestem Henrykiem Mateusiakiem. Nie nazywam się Mirosław Zając. Nazywam się Marcin Czyżak, mam 38 lat, przemyślaną wizję i świetnych ludzi, którzy są w stanie ją ze mną wprowadzać w życie. A my, wszyscy mieszkańcy gminy Borki, nie potrzebujemy walki pomiędzy partiami, kopania okopów i podsycania podziałów. Potrzebujemy wzajemnego szacunku, zrozumienia potrzeb innych i współpracy. Wiem, że z pomocą mieszkańców jesteśmy w stanie tworzyć taką właśnie gminę. Gminę, która jest domem dla wszystkich.P1220429

 

Idyllicznie. Naprawdę wierzy Pan w gminę bez podziałów? I wprowadzenie wszystkich punktów bogatego programu?

Wiem, że podziały były, są i będą, to naturalne. Różnimy się między sobą i to jest dobre, bo z różnic poglądów wychodzą niekiedy bardzo dobre koncepcje. Ale możemy i w to głęboko wierzę, rozmawiać nie z pozycji siły, tylko z pozycji wzajemnego zrozumienia. Moi radni już to robią, oni naprawdę już teraz są w stanie rozmawiać o potrzebach swoich miejscowości nie zamykając oczu na potrzeby innych wsi. To właśnie takie zarządzanie gminą jest nam potrzebne z prostego powodu – jest najbardziej efektywne. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś miałby w mojej gminie obawiać się różnych rzeczy ze względu na to, z kim sympatyzuje. Natomiast doskonale wyobrażam sobie, że każdy może dla dobra gminy pracować.

Co do programu., tak, jestem przekonany, że w każdym obszarze jesteśmy w stanie wprowadzić pozytywne zmiany. Niektóre z nich zresztą są tak oczywiste, że może jedynie dziwić ich brak – np. białe niedziele i związane z tym bezpłatne badania dla mieszkańców. Jeśli zostanę wybrany na wójta, organizacja tego będzie na czele listy rzeczy, które zrobię, bo mieszkańcy tego naprawdę potrzebują. Podobnie jest z dialogiem z młodymi, którzy sami zgłaszają się do mnie z różnymi sprawami – chcę z nimi rozmawiać. Jestem młody, ale to jedno pokolenie co najmniej pomiędzy mną a młodzieżą jest (śmiech) i niekoniecznie muszę znać ich potrzeby. Ale konieczne jest, żebyśmy o nich rozmawiali i żeby gmina miała dla nich propozycje. Chcę wspierać szkoły, bo tam uczą się moje i moich znajomych dzieci. Chcę pomagać OSP, bo jestem członkiem tej ważnej grupy. Doceniam rolę kościoła w naszym środowisku i wszystkich, bez podziału na „ludowe” czy „nowoczesne” organizacji w naszej gminie. Mogę zagwarantować skuteczność w pozyskiwaniu środków zewnętrznych, bo się na tym po prostu znam i swoją drogą też widzę, ile szans nam w ostatnich latach przepadło. Jest wiele rzeczy, które chcemy i możemy zrobić w naszej gminie – wspólnie i bez konfliktów.

 

Konfliktów w gminie chyba nie brakuje. Jak skomentuje Pan głośną sprawę mobbingu w urzędzie gminy? Pana kontrkandydat, co potwierdziły wyroki sądów dwóch instancji, stosował wobec pracownicy praktyki mobbingowe.

W ogóle nie chcę tego komentować. Nie czytałem uzasadnienia wyroków, nie mam żadnych danych i nie wiem, jak wyglądała i wygląda współpraca w urzędzie, ale wyroki sądów dwóch instancji trudno podważać. Mogę tylko ocenić to z punktu widzenia przełożonego, którym sam jestem i z punktu widzenia mężczyzny, który został wychowany w szacunku do kobiet. Uważam, że zadaniem szefa jest wspieranie, a nie doprowadzanie do sytuacji, kiedy pracownik, zwłaszcza kobieta, czuje się atakowany. W moim departamencie zawsze dbałem o to, żeby wszyscy pracownicy czuli, że jestem po ich stronie i nie tylko od tego, żeby wymagać, ale też żeby w razie potrzeby pomóc.

 

Pracuje Pan od lat urzędzie marszałkowskim, a jednocześnie deklaruje Pan, że tu jest Pana dom i najważniejsze miejsce. Jest Pan związany z PSL-em, a przy tym deklaruje kierowanie gminą bez politycznych podziałów. Walczy Pan zacięcie o głosy i zaufanie współmieszkańców, a z drugiej strony mówi Pan jasno, że są granice, których Pan nie przekracza. Kim Pan właściwie jest, Panie Czyżak?

MC4Zwykłym facetem stąd, który przeszedł drogę, jaką przeszło wielu. W gminie Borki dorastałem, uczyłem się podstaw. Zdobyłem z pomocą rodziny wykształcenie, krok po kroku zdobywałem doświadczenie w pracy zawodowej, zawsze będąc blisko samorządu, bo wiem, że to tu możemy decydować o najważniejszych dla nas sprawach. Mam od 12 lat żonę, którą poznałem tutaj, mamy dwie córki, 9-letnią Jadzię i prawie 2-letnią Marysię, tak samo jak każdy ojciec, pan pewnie też, martwię się o ich przyszłość. Normalne życie, jak widać. Znam swoich sąsiadów, jedni mnie lubią, inni pewnie mniej, ale z każdym mówimy sobie dzień dobry. Pracuję, szlifuję angielski, staram się biegać, żeby być w formie, choć czasem mam siłę tylko na to, żeby pogapić się w telewizor. Normalny ze mnie człowiek i tyle.

Dziękuję za rozmowę

 

Rozmawiał: S. Karwowski

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać od 10-1000 znaków
warunki użytkowania.

WYDAWCA


logo arx

 

ARX-MERITUM Sp. z o.o.

ul. Dąbrowskiego 16

21-300 Radzyń Podlaski

REDAKCJA


Kontakt:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redaktor naczelny - Magdalena Krawczyk

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

882-999-824

 

Dziennikarze

Dominika Lipowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Małgorzata Brodowska

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Andrzej Kotyła (felietonista)

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

REKLAMA


Kontakt: 604-585-595

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Cennik

Specyfikacja techniczna reklam

Regulamin